Dzongsar Dziamjang Khjentse – Nawyki: sojusznik „ja”

„Prawdopodobnie największym odkryciem w dziejach ludzkości było uświadomienie sobie przed Siddhartę że „ja” nie istnieje niezależnie i jest zwykłą etykietą, a lgnięcie do niego to niewiedza. Ale bez względu na to, jak błędna wydawałaby się nam etykieta „ja”, zniszczenie jej okazuje się niełatwym zadaniem. „Ja” to jedna z najtrudniejszych koncepcji do przełamania.

Odkrycie przez Siddharthę złudności „ja” symbolizuje opowieść o pokonaniu Mary. W tradycyjnym ujęciu Mara, pan zła, władający w kręgach pożądania, jest niczym innym jak lgnięciem Siddharty do „ja”. Trafnie ukazywano go zawsze jako przystojnego i silnego wojownika, którego dotąd nikt nie pokonał. Tak jak Mara, „ja” jest mocne i nienasycone, skupione na sobie i zwodnicze, żądne uwagi, bystre i próżne. Trudno nam pamiętać o tym, że „ja”, niczym złudzenie ognistego kręgu, nie istnieje niezależnie, że jest złożone i podatne na zmiany.

Nawyki osłabiają nas w konfrontacji z „ja”. Nawet najprostszych trudno się pozbyć. Być może zdajemy sobie sprawę, że palenie jest niezdrowe, ale to jeszcze niekoniecznie przekonuje nas o tym, że powinniśmy rzucić ten nałóg, zwłaszcza gdy lubimy sam rytuał palenia: smukły papieros, tlący się tytoń, woń dymu wijącego się wokół dłoni. Sęk w tym, że nawyk „ja” nie jest zwykłym uzależnieniem podobnym do palenia papierosów. Od „ja” uzależnieni jesteśmy od niepamiętnych czasów. „Ja” to sposób identyfikowania samych siebie. To obiekt naszych najgorętszych westchnień, a czasem największej nienawiści. Nie szczędzimy wysiłków w uprawomocnianiu „ja”. Niemal wszystko, co robimy, myślimy i mamy – nie wyłączając ścieżki duchowej – jest środkiem służącym potwierdzeniu jego istnienia. „Ja” obawia się porażki i goni za sukcesem, lęka się piekła i wzdycha do nieba. „Ja” nienawidzi cierpienia, ale kocha jego przyczyny. Z głupoty toczy wojnę w imię pokoju. Marzy o oświeceniu, ale nie cierpi ścieżki, która do niego prowadzi. Chciałoby pracować jak socjalista, a żyć jak kapitalista. Kiedy czuje się samotne, łaknie przyjaźni. Jego zaborczość wobec tych, których kocha, pełna jest namiętności, która może prowadzić do agresji. Domniemani wrogowie „ja” – na przykład ścieżki duchowe obmyślone do zniszczenia ego – są często skorumpowani i przeciągnięci na jego stronę. „Ja” okazuje się niemal doskonałym szarlatanem. Owija się kokonem niczym jedwabnik, ale w przeciwieństwie do niego nie wie, jak się z kokonu wydostać”.

Dzongsar Dziamjang Khjentse – JAK NIE BYĆ BUDDYSTĄ (strony 83-85)