Akong Tulku – Szczęście kontra praca
Ta planeta chce być szczęśliwą planetą.. To pragnienie leży, jeśli można tak rzec, u podstaw tego, co czyni nas ludźmi. Jednak niewielu zaprzeczyłoby, że mimo tego wspólnego celu, życie zawodowe w przeważającej mierze spędzane jest na unieszczęśliwianiu siebie i innych współpracowników.
Choćby nie wiem jak się starali, mało kto może powiedzieć, że jest w pracy tak szczęśliwy lub spełniony, jak by tego chciał. Podobnie niewiele firm może dziś stwierdzić, że są tak dochodowe lub dobrze zarządzane, jak by sobie tego życzyły. Dość często, gdy pyta się pracowników o ich doświadczenia zawodowe, odpowiadają oni, że czują się sfrustrowani i niedoceniani. Skarżą się na kierownictwo obojętne na ich potrzeby, egoistyczne, aroganckie i oderwane od rzeczywistości. Z drugiej strony, nierzadko można usłyszeć, jak kadra zarządzająca ubolewa nad apatią i brakiem motywacji pracowników, narzekając jednocześnie na własne poczucie bezskuteczności.
Wszystko sprowadza się do tego: niezależnie od tego, czy jest się „szefem”, czy „pracowitą pszczółką”, czy kimś pomiędzy, ludzie tak naprawdę nie są zbyt szczęśliwi, pracując razem. Nie lubią się nawzajem zbyt mocno. Nie podoba im się sposób, w jaki są traktowani, i nie są szczególnie dumni z tego, jak sami traktują innych. Nawet jeśli lubią się „prywatnie”, często nadal uważają wspólną efektywną pracę za niezwykle trudną.
Wydaje się szczególnie prawdziwe, że nieustanne napięcie między tym, co nazywamy „zarządem” a „siłą roboczą”, szefem a pracownikiem, zmienia środowisko pracy w coś, co bardziej przypomina strefę działań wojennych niż miejsce wspólnego wysiłku. W przeważającej mierze ludzie pracują ze sobą nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że muszą. Mimo tych różnic istnieje wspólny cel: każdy wciąż chce być szczęśliwy.
Niewielu z nas wierzy jednak, że szczęście można osiągnąć poprzez pracę. Zamiast tego szukamy go w inny sposób – na przykład zwracając się ku przyjaciołom lub wartościom życia rodzinnego. Czasami zgłębiane są egzotyczne „hobby” i „weekendowe rycerstwo” (pasje), albo pojawia się potrzeba religii, która wzbogaciłaby życie i nadała mu sens, wypełniając pustkę odczuwaną w jego centrum. Praca staje się jedynie środkiem – mianowicie pieniędzmi i statusem – umożliwiającym pogoń za szczęściem gdzie indziej.
Oczywiście są ludzie, którzy nie rezygnują z szukania spełnienia w swojej pracy. To są ludzie, którzy konkontynuują bardzo ciężką pracę, aby osiągnąć sukces. Spędzają długie godziny w pracy, biorą udział w kursach samodoskonalenia, zdobywają dyplomy MBA i dążą do doskonałości. Niektórym z nich rzeczywiście udaje się odnieść sukces. Ale czy ten sukces jest tym samym, co osobiste szczęście?
Istnieje niezliczona liczba osób, które twierdziłyby, że jest całkiem możliwe, a nawet prawdopodobne, aby odnieść sukces zawodowy, nie będąc szczęśliwym osobiście: szczęście nie ma absolutnie nic wspólnego z sukcesem materialnym. Z drugiej strony powiedzieliby oni również, że dążenie do szczęścia bez uwzględnienia dążenia do sukcesu materialnego nie jest zbyt praktyczne. Niewielu ma chęć lub środki, aby porzucić obecne obowiązki, by „pójść i odnaleźć siebie”. Istnieją rodziny, praca, dzieci i ten wszechobecny kredyt hipoteczny.
Istnieje przekonanie, że konieczny jest wybór między szczęściem a kompetencją zawodową i sukcesem; że należy dokonać wyboru między szczęściem osobistym a sukcesem zawodowym i organizacyjnym. W związku z tym istnieje nieodłączna nieufność wobec ludzi sukcesu – i wobec ludzi szczęśliwych. A zwłaszcza wobec ludzi szczęśliwych, którzy odnoszą sukcesy.
