Tsoknyi Rinpocze – Uważność to nie wszystko

„Miałem ten przywilej, że w dzieciństwie, które spędziłem w Nepalu, a potem w Indiach, dokąd się przeniosłem jako trzynastolatek, kształcili mnie tybetańscy lamowie – można powiedzieć, że mojemu dorastaniu towarzyszył ciągły rozwój. Warunki fizyczne były dość prymitywne w tamtych czasach, ale ludzie mieli w sobie dużo bogactwa. Otaczali mnie znakomici nauczyciele, pełni ciepła i życzliwości, a ja ich podziwiałem z bardzo wielu powodów. To oni nauczyli mnie użytecznych sposobów radzenia sobie z umysłem, życiem i pracą.

A jednak nieco później, jako nastolatek, zacząłem dostrzegać i odczuwać nowe rodzaje wzorców emocjonalnych i wewnętrznych zmagań. Zostałem przyjęty do programu intensywnych nauk, ale zacząłem z opóźnieniem i starałem się nadgonić. Przestudiowałem pewien klasyczny tekst o dobrych i złych myślach i ich straszliwych konsekwencjach i znalazłem w nim radę, że powinienem starannie zgłębić każdą myśl, jaka powstaje w moim umyśle. I kiedy tak gorliwie śledziłem jedną myśl za drugą, przepełniło mnie przerażenie i nabawiłem się obsesji. Zauważyłem tyle negatywnych myśli i nie potrafiłem nad nimi zapanować! Jeden osąd za drugim, jedna niepokojąca myśl za drugą – to wszystko bez chwili przerwy wypełniało mój umysł. Byłem boleśnie tego świadom i coraz bardziej przerażony negatywną karmą, jaka zdawała się we mnie gromadzić. Osądzałem też siebie surowo nie tylko za te negatywne myśli, ale przede wszystkim za emocje, i czułem się wręcz uwięziony w pętli negatywnego feedbacku. Stałem się niezrównoważony i trochę neurotyczny. Było mi wyjątkowo niewygodnie w tej przestrzeni i na dodatek trwało to miesiącami.

Na całe szczęście pod koniec roku szkolnego mogłem pojechać do rodziny i pobierać nauki od własnego ojca, które pomogły mi wydostać się z tej przestrzeni. Z tego doświadczenia wyniosłem kilka cennych lekcji. Dowiedziałem się, że uważność może przynieść złe skutki! Byłem uważny wobec każdej myśli, ale nie miałem pojęcia, co z tymi myślami robić. Samo zauważanie, samo bycie uważnym nie wystarcza. To coś dobrego, a jednak potrzebujemy czegoś więcej. Uważność jest potężnym narzędziem, ale dla równowagi powinna być powiązana z innymi jakościami, aby ostatecznie mogła się stać właściwą drogą. Nauczyłem się, że potrzebujemy życzliwości, cierpliwości, wglądu i prawości. Bez nich byłoby można zaprzęgnąć uważność w dowolnym celu – by stać się bardziej skutecznym kłamcą lub lepszym manipulatorem względnie po to, by wyrządzać krzywdę innym ludziom. Bycie uważnym wobec myśli i emocji to pierwszy dobry krok, ale bez znajomości jakiejś techniki, bez mądrości i perspektywy nie ma gwarancji, że będziemy umieli obchodzić się z nimi umiejętnie”.

Tsoknyi Rinpocze – DLACZEGO MEDYTUJEMY (strony 55-56)