Tenzin Palmo – Szczodrość

Sądzę, że Budda postawił dana – co oznacza dawanie lub szczodrość – na samym początku, ponieważ jest to coś, co wszyscy potrafimy robić. Bez względu na to, jak bardzo jesteśmy zagubieni, gniewni, zazdrośni czy chciwi, wciąż możemy dawać. To bardzo podstawowa cecha. Nie potrzebujemy żadnych duchowych wyżyn, aby nauczyć się dawać. Dawanie oznacza otwarcie dłoni i serca. To piękny sposób odpowiadania na innych.

W Azji ludzie bardzo dobrze rozumieją tę cechę wielkodusznego dawania i szczodrości. Opiera się ona na zrozumieniu, że jeśli chcemy cieszyć się dostatkiem i powodzeniem nie tylko teraz, ale i w przyszłych żywotach, musimy zasiać ziarna; nie zbierzemy plonów, jeśli nie posiejemy nasion. Nasionami dobrobytu są szczodrość i dawanie. Dlatego jeśli ktoś pragnie sukcesu i ma nadzieję, że sprawy potoczą się po jego myśli, musi stworzyć ku temu przyczyny. Uważa się, że jeśli trudno nam zdobyć pieniądze, jeśli zawsze kończymy w biedzie, to dlatego, że w przeszłości nie stworzyliśmy wystarczającej ilości przyczyn poprzez otwartość serca i szczodrość. Budda powiedział kiedyś, że gdyby ludzie rozumieli prawdziwe przyszłe korzyści z dawania, nie zatrzymaliby dla siebie ani jednego posiłku, lecz staraliby się podzielić nim z innymi. Ale ponieważ nie widzimy przyszłych rezultatów, nasz umysł ciągle myśli: „Jeśli coś oddam, to co ja będę miał? Co zostanie dla mnie?”. Taki rodzaj myślenia nie tylko odcina nasze szczodre impulsy, ale także tworzy przyczyny braku dobrobytu w przyszłości. Chodzi o samą ideę dzielenia się.

Kiedyś w Londynie zaprzyjaźniłam się z grupą zachodnich sufich, których szejk (mistrz) mieszkał w Maroku. Jedna z par w tej grupie miała czteroletniego syna. Podczas mojej wizyty dali mu pudełko słodyczy i powiedzieli: „Teraz powinieneś poczęstować Anilę”. Chłopiec przycisnął je mocno do piersi i powiedział: „Nie, one są moje”. Ojciec odpowiedział: „Tak, oczywiście, że są twoje, właśnie dlatego możesz się nimi podzielić z innymi”. Chłopiec się nad tym zastanowił. Miał tylko cztery lata. Po chwili cała jego postawa rozluźniła się, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Otworzył pudełko i obchodził pokój, z wielką radością oferując słodycze każdemu. Skoro mamy – właśnie dlatego możemy dzielić się z innymi. Czyż to nie wspaniałe? Właśnie o tym mówimy, o tej jakości dawania.

Dawanie to radość. Przynosi korzyść nie tylko obdarowanemu, ale i nam samym. Nam przynosi korzyść większą niż obdarowanemu, ponieważ to właśnie ciasnota umysłu – przekonanie, że „to jestem ja, to jest moje i nikomu innemu nie dam” – sprawia nam tyle wewnętrznego bólu. To ona uniemożliwia nam, nawet gdy mamy wiele, szczere cieszenie się tym, bo boimy się otwartego dzielenia z innymi. Boimy się tylko, że ludzie będą próbowali nam coś odebrać. Widzicie, to nie rzeczy, które posiadamy, są problemem; problemem jest nasze lgnięcie i kurczowe trzymanie się ich. Ten chwytliwy umysł – to jest problem.

Pytanie brzmi: czy rzeczy posiadają nas, czy my posiadamy je? Czy potrafimy trzymać rzeczy lekko, tak abyśmy widząc kogoś w potrzebie lub po prostu z wdzięczności, mogli je oddać?

W Indiach miałam przyjaciela, hinduskiego swamiego, który mieszkał w bardzo prostym aśramie niedaleko naszego miejsca pobytu. Był on bezpośrednim uczniem wielkiego indyjskiego mędrca Ramany Maharshiego z południowych Indii. Nasz swami miał wielu uczniów z całego świata – z Kaszmiru, Pendżabu, a także Hindusów mieszkających za granicą. Żył jednak bardzo skromnie. Ludzie stale przywozili mu rzeczy z zagranicy, które w Indiach są bardzo cenione, bo zazwyczaj ich tam nie ma. Ale kiedykolwiek ktoś mu coś podarował, bez względu na to, co to było, jego pierwszą myślą było: „Kto byłby odpowiednią osobą, której mógłbym to oddać?”. Nic do niego nie przywierało. Nic nie zostawało mu na palcach. Wszystko, co trzymał, ześlizgiwało się na kolana kogoś innego. Dzięki temu był bardzo szczęśliwy. Był szczęśliwy, bo jego życie było ciągłym otrzymywaniem i przekazywaniem dalej – a nie kumulowaniem, nie koniecznością dźwigania na plecach ciężkiego bagażu posiadłości i lęku przed ich utratą.

Nie mówię, że powinniście pójść do domu i uprzątnąć wszystkie swoje rzeczy – nie o to chodzi. Chodzi o kwestię otwarcia serca, o autentyczną zdolność do radowania się z dawania innym – nie tylko rzeczy materialnych. Rzeczy materialne są dobre na początek, ale możemy dawać też inne rzeczy, takie jak nasz czas, współczucie, obecność, gdy inni nas potrzebują, czy dawanie nieustraszoności.

W buddyjskiej terminologii przychodzą mi na myśl trzy rodzaje dawania. Pierwszym jest dawanie darów materialnych. Drugim jest dar Dharmy. Oznacza to bycie dla innych, słuchanie ich, próbowanie pomocy, dawanie rad, po prostu pomaganie ludziom w choć odrobinę większym rozjaśnieniu ich umysłów. Ale istnieje także dar nieustraszoności – bycie ochroną, pomaganie ludziom w odkrywaniu ich własnej wewnętrznej odwagi; ofiarowanie tego komuś uważa się za dar bezcenny. Możemy więc zacząć w prosty sposób. Możemy zacząć od rozwijania w sobie uważności na innych, na ich potrzeby oraz od dawania innym radości i przyjemności. Dajemy z intencją sprawienia komuś radości i niesienia pomocy, jeśli jest potrzebna. Nie tylko na Boże Narodzenie czy urodziny, albo gdy idziemy z wizytą, ale spontanicznie. Widzimy coś, co nam się podoba, i dajemy to komuś, może nawet komuś, kogo nie lubimy. Miło jest dawać tym, których lubimy, ale miło jest też dawać tym, których nie lubimy, ponieważ to piękny sposób nawiązywania relacji z innymi. To jest doskonałość. To pierwszy krok na duchowej ścieżce, więc jest on bardzo ważny. Budda postawił go na przedzie – jakość radości z dawania innym, zamiast wiecznego myślenia: „co ja mogę z tego mieć”.

Tradycyjnie zaleca się trzy różne grupy odbiorców darów. Po pierwsze, ofiarowanie tym, których uważa się za godnych darów. W terminologii buddyjskiej oznacza to Buddów i Bodhisattwów. Oznacza to mniszą Sangę, nauczyciela duchowego lub jakiegokolwiek nauczyciela, którego postrzegamy jako inspirację i kogoś wyższego duchowo. Ofiarowujemy z poczucia czci i szacunku.

Druga grupa to ci, którym dajemy z wdzięczności – w szczególności nasi rodzice, nasi nauczyciele i każdy, kto w jakikolwiek sposób nam pomógł. Jesteśmy wdzięczni. Te wartości: cześć, wdzięczność i szacunek, zostały we współczesnym świecie tak bardzo zdewaluowane. To jeden z powodów, dla których nasze społeczeństwo się rozpada – ponieważ nie wpajamy dzieciom tych przymiotów serca: szacunku dla tych, którzy są od nas wyżsi oraz szczerej wdzięczności dla wszystkich, którzy nam pomogli.

Zdarza się, że dzieci znieważają rodziców i źle o nich mówią. Ale bez rodziców by ich tu nie było. Nie prosiły się na świat, ale ich ludzkie narodziny zależą od rodziców. Bez rodziców – nie ma nic. Kiedy się urodziły, ich rodzice spojrzeli na nie i nie powiedzieli: „Fuj, co za okropny różowy robak!” i nie wyrzucili ich na zewnątrz. Rodzice je myli, zmieniali pieluchy, karmili, pocieszali, gdy płakały; byli przy nich zawsze, gdy były małe. Bez rodziców – zapomnijcie o tym! Nie żylibyśmy dzisiaj i nie ma znaczenia, jak bardzo beznadziejni wydają nam się nasi rodzice. Są po prostu istotami ludzkimi, jak wszyscy inni. Mają swoje zalety i wady. Kto ich nie ma? Ale bez nich, bez ich opieki i uwagi, zwłaszcza w naszych wczesnych latach, nie byłoby nas tutaj. Jesteśmy im winni ogromną wdzięczność. Karmili nas, myli i dawali schronienie. To nie tak, że byliśmy wtedy tacy fascynujący! Nasza konwersacja pozostawiała wiele do życzenia, a dzieci, jak wszyscy wiemy, potrafią być bardzo trudne i wymagające. Ale rodzice tam byli i nas kochali.

I nasi nauczyciele – nie umielibyśmy czytać, pisać ani nic wiedzieć, gdyby nie ci ludzie, którzy nas uczyli, którzy pokazali nam, jak czytać, jak pisać, jak myśleć, jak się uczyć. Powinniśmy być tak bardzo wdzięczni. Powinniśmy naprawdę docenić i podziękować im z serca za to, co nam dali. Dlaczego jesteśmy krytyczni? Społeczeństwo jest bardzo trudne, zwłaszcza obecnie dla młodych. Stało się bardzo wymagające, oceniające, krytyczne i samolubne. Jest w nim mało wdzięczności.

I wreszcie trzeci krąg ludzi szczególnie godnych naszego dawania i pomocy to ci, którzy zasługują na to ze względu na swoje potrzeby. Oznacza to biednych, chorych lub każdego, kto jest w szczególnej potrzebie. To miłe oddać płaszcz najlepszemu przyjacielowi, ale ma to więcej sensu, gdy oddamy go komuś, kto płaszcza nie ma i komu jest zimno. Nasz przyjaciel prawdopodobnie ma już tuzin płaszczy. To wszystko jest bardzo podstawowe – dawać tym, którzy naprawdę są w potrzebie, to co jest dla nich właściwe, to czego potrzebują. Czasami to, czego ludzie potrzebują, to po prostu uwaga. Potrzebują kogoś, kto ich wysłucha, kto usłyszy ich ból, a nie go zlekceważy. Szczodrość stoi na początku i jest ważna w naszym życiu – to, czy nasze serca będą zamknięte czy otwarte, zależy od nas. Pierwszym gestem otwartego serca jest poczucie szczodrości i dawania.