Tenzin Palmo – Trzecia paramita: cierpliwość

Kolejną paramitą jest doskonałość cierpliwości, czyli Sianti Paramita (Kshanti Paramita). W starożytnych Indiach, podobnie jak w wielu innych tradycjach duchowych, istniał rodzaj ascezy znany w sanskrycie jako tapasja. Często przybierała ona formę bardzo surowych postów. Na przykład sam Budda pościł tak długo, aż zjadał zaledwie jedno ziarno ryżu dziennie. Inne formy ascezy polegały na staniu przez lata z jedną ręką uniesioną w górę, ciągłym staniu bez siadania, staniu na jednej nodze lub przebywaniu w pełnym indyjskim słońcu pośród czterech ognisk (słońce było piątym ogniem). Ludzie robią takie rzeczy do dziś. Budda powiedział jednak: zapomnijcie o tym wszystkim, największą „tapasją” jest cierpliwość.

Ta koncepcja cierpliwości oznacza posiadanie wyrozumiałości i tolerancji wobec trudnych ludzi, niesprzyjających warunków i ciężkich okoliczności. Chodzi o posiadanie umysłu, który jest otwarty i przestronny.

Zastanówmy się: każdy z nas jest tylko jedną osobą. Jest jedno „ja”, a na całym świecie żyją miliardy „nie-ja”. Jak to możliwe, by wszyscy inni robili i mówili dokładnie to, co ja chcę, i działali dokładnie tak, jak ja sobie życzę? Jest ich tak wielu, a ja jestem tylko jeden. To niemożliwe. Co zatem powinniśmy z tym zrobić? Czy zamierzamy spędzić życie, próbując zmusić każdego, by robił i mówił dokładnie to, co chcemy, abyśmy mogli zaznać spokoju? To niewykonalne.

Indyjski filozof z VII wieku, Śantidewa, podał w dziele Bodhiczaryawatara słynny przykład: ziemia jest pełna kamieni i cierni, a chodząc po niej, nieustannie ranimy stopy o ostre krzemienie. Co więc zrobimy, by chronić stopy? Czy wyłożymy całą ziemię dywanem? Czy pokryjemy cały świat wykładziną, żeby było nam miękko? To niemożliwe – nawet Bill Gates i Rupert Murdoch razem wzięci nie zdołaliby tego zrobić. Ale nie ma takiej potrzeby, nie musimy uciekać się do takich ekstremów. Wystarczy kawałek skóry pod podeszwą w formie sandałów lub butów i wtedy możemy iść wszędzie.

Podobnie nie możemy stworzyć świata, w którym wszystkie okoliczności i wszystkie istoty będą działać zgodnie z naszymi życzeniami. To niemożliwe, a nawet myślenie o tym jest wyczerpujące. Jeśli jednak uzbroimy własny umysł w cierpliwość i tolerancję, poradzimy sobie z każdą sytuacją i każdym człowiekiem. Tak rozumiana cierpliwość jest kluczową jakością umysłu – polega na tym, by nie wpadać w irytację za każdym razem, gdy coś lub ktoś nas niepokoi. Nie musimy stawać się rozdrażnieni czy źli, gdy ktoś nas denerwuje, nie robi tego, co chcemy, lub mówi to, czego nie chcemy słyszeć.

Praca z gniewem

Gniew to bardzo interesująca emocja. Podróżując po całym świecie, od Wschodu do Zachodu, w każdym kraju pojawiają się dwa główne pytania. Pierwsze brzmi: „Jak znaleźć mistrza duchowego?”. Ludzie pytają o to z potrzeby przewodnictwa, ale niektórzy robią to z fantazji, że jeśli tylko spotkają odpowiedniego mistrza, to jakimś cudem wszystkie ich problemy zostaną rozwiązane. Nie rozumieją, że to prawdopodobnie moment, w którym ich problemy dopiero się zaczną!

Drugie pytanie, zadawane wciąż na nowo, brzmi: „Jak radzić sobie z gniewem?”, ponieważ gniew jest nieprzyjemnym uczuciem. Nie lubimy być źli, czujemy się z tym niekomfortowo. Ludzie nas wtedy nie lubią, nie podziwiają nas. Chcemy więc pozbyć się gniewu. Pod pewnymi względami wolimy ulegać emocjom, które sprawiają nam przyjemność – nie chcemy pozbyć się przywiązania i chciwości, pod warunkiem, że nasza chciwość jest czasem zaspokajana. Lubimy pożądać rzeczy, dopóki udaje nam się zdobywać obiekty pożądania. Dlatego pragnienie jest emocją znacznie trudniejszą do wykorzenienia czy przetransformowania – po prostu je lubimy. Ale gniewu nie lubimy. Powszechnie rozumie się, że gniew jest negatywny, więc łatwiej chcieć się go pozbyć. Budda powiedział, że choć pod względem karmicznym gniew jest osiem razy cięższy niż przywiązanie, to znacznie łatwiej go wykorzenić, bo go nie lubimy. Chętnie się od niego uwalniamy.

Można do tego podejść na różnych poziomach. Pierwszą rzeczą jest zrozumienie, że możemy zmienić swoją postawę. Na przykład: zamiast postrzegać kogoś, kogo nie lubimy, jako problem, trudność lub coś, czego chcemy się pozbyć, możemy spróbować dostrzec w tej osobie wspaniałą okazję do nauki. Aby kultywować jakość cierpliwości, potrzebujemy w życiu trudnych sytuacji i trudnych ludzi. Rozumiecie to? Nie możemy rozwinąć tej cechy, jeśli nic nas nie wyzywa. Jeśli ciągle spotykamy tylko ludzi miłych, kochających i pomocnych, to cudownie, ale możemy stać się „duchowo sflaczali”.

Osobiscie mam z tym problem, bo zazwyczaj ludzie są dla mnie bardzo mili. Rzadko spotykam się z nieuprzejmością. Można wtedy ulec złudnemu poczuciu własnej „dobroci”, bo bardzo łatwo jest być miłym dla miłych ludzi. Ale kiedy wchodzę do indyjskiego urzędu, a urzędnicy są nieznośni, wtedy pojawia się „Argh…!” i wtedy to widać. O, proszę, gniew wcale nie zniknął. Wtedy możemy zdecydować: albo też będziemy chamscy, albo pomyślimy: „Wow, dziękuję”. To jest właśnie okazja, by przetransformować sytuację i nie reagować w oczywisty sposób. Możemy docenić fakt, że trudnych i upartych ludzi można traktować jak „duchowych przyjaciół” – pomocników na ścieżce. Bez nich nigdy nie nauczylibyśmy się cierpliwości, tolerancji i miłującej dobroci. Łatwo jest kochać kogoś, kto daje się kochać. Wyzwaniem jest kochać kogoś, kto jest absolutnie okropny.

Wyzwanie ludzkiego odrodzenia

W buddyjskiej kosmologii istnieje wiele poziomów bytów. Powyżej sfery ludzkiej znajduje się 26 królestw Dewów (niebiańskich), od androgynicznych aniołów po istoty bezforemne, będące czystą przestrzenią umysłu. Cechą wspólną tych wszystkich poziomów jest przyjemność – czy to w formie grubego hedonizmu z nimfami, czy subtelnej sfery nieskończonej świadomości. Chodzi o to, że nie ma tam cierpienia. Jednak z buddyjskiego punktu widzenia nie jest to dobra rzecz, ponieważ bez cierpienia nie mamy szansy na realny postęp na ścieżce duchowej. Nie chodzi o to, że mamy szukać cierpienia; ono i tak przyjdzie, ale kiedy się pojawi, musimy być na nie gotowi. Musimy wiedzieć, że nie zawsze należy go unikać, bo może ono być cenną lekcją.

Na tym polega sens ludzkich narodzin. Wyższe sfery są zbyt błogie, tam niczego się nie uczymy. Ulegamy fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa, bo niebiańskie królestwa nie są trwałe. Trwają długo, ale gdy karma pozwalająca tam przebywać się wyczerpie, istoty te muszą „spaść” niżej. Wtedy mają kłopoty, bo były rozpieszczane przez zbyt długi czas. Z kolei w niższych sferach cierpienie jest tak ekstremalne, że jesteśmy całkowicie obsesyjnie skupieni na własnym bólu, przez co nie mamy czasu myśleć o innych ani rozwijać się wewnętrznie.

Sfera ludzka jest uważana za idealną, ponieważ posiadamy inteligencję i możliwość wyboru. Mamy równowagę między bólem a przyjemnością: wystarczająco dużo bólu, by zachować czujność, i wystarczająco dużo przyjemności, by nie popaść w całkowitą rozpacz. Musimy to docenić i nie oczekiwać, że zawsze będzie tylko cudownie. Kiedy sprawy idą źle, zamiast rozpaczać, uciekać lub odurzać się, byle tylko nic nie czuć, wykorzystajmy tę sytuację. Pomyślmy, czego możemy się nauczyć. Cierpliwość nie jest czymś pasywnym – to postawa aktywna i inteligentna.

Uczymy się być jak góra: bardzo stabilni. Niezależnie od tego, jakie wiatry wieją przeciwko górze, ona się nie chwieje. Potrzebujemy umysłu niewzruszonego – ani przez przyjemność, ani przez ból. Jeśli mamy taką postawę, nasz umysł staje się nieustraszony. Zazwyczaj żyjemy, próbując unikać bólu i przyciągać przyjemność, co tworzy lęk. Jeśli jednak potrafimy stawić czoła wszystkiemu w tej przestrzennej, a jednocześnie ugruntowanej obecności, gdzie podzieje się strach?

Cierpliwość to siła, nie słabość

Chcę to wyrazić jasno: kultywowanie cierpliwości nie oznacza bycia słabym, pasywnym czy niezdolnym do postawienia na swoim. Cierpliwość jest czymś bardzo silnym. Ktoś, kto naprawdę jest cierpliwy i nie oddaje ciosu, jest znacznie silniejszy od tego, który uderza. Żyjemy w kulturze „macho”, gdzie rozwiązaniem problemu ma być uderzenie kogoś w twarz lub wysadzenie go w powietrze. Ale wiemy doskonale, że to niczego nie rozwiązuje.

Pamiętacie scenę z „Gwiezdnych Wojen”, gdy Luke Skywalker mierzy się z Imperatorem? Luke wpada w gniew, obraża Imperatora, mówi, że zawsze będzie przeciwko niemu. A Imperator odpowiada: „Tak, daj się ponieść. Rozgniewaj się. Nienawidź mnie. Dąż do mojego zniszczenia, bo dopóki czujesz do mnie nienawiść, jesteś po naszej stronie”. To bardzo głębokie. Cierpliwość to wielka moc. Umiejętność przetransformowania gniewu zamiast tracenia kontroli to niesamowita siła.

Praktyka w codzienności

Nawet w zwykłym życiu tracimy tak wiele, gdy nie potrafimy znieść dyskomfortu. Staliśmy się bardzo miękcy. Przypominam sobie grupę buddystów z Tajwanu, którzy odwiedzili wysokiego lamę w Nepalu. Mieli otrzymać od niego tygodniowe nauki o naturze umysłu. Następnego dnia okazało się jednak, że wszyscy wyjechali. Dlaczego? Lama westchnął: „Dharma dobra, toalety niedobre!”. Stracili unikalną okazję, bo nie mieli w sobie ani krzty tolerancji dla niewygody.

Gdzie najlepiej ćwiczyć cierpliwość w codziennym życiu? W rodzinie, z kolegami w pracy, z ludźmi, z którymi stykamy się na co dzień. Łatwiej być cierpliwym wobec obcych, ale prawdziwe wyzwanie stanowią nasi bliscy. W rodzinach często zamykamy się w niezdrowych schematach. Ważne jest, by umieć stanąć z boku i zaobserwować sytuację – usłyszeć swój własny ton głosu, zauważyć język ciała. To jest nasze pole praktyki. Nie ma sensu deklarować miłości do całego świata, jeśli nie potrafimy poradzić sobie z tymi, którzy są najbliżej nas.

Nie oznacza to, że musimy tkwić w toksycznych związkach tylko po to, by ćwiczyć cierpliwość. Czasami lepiej się rozstać. Ale dopóki jesteśmy w relacji, jest to nasza okazja do nauki. Nie musimy obwiniać drugiej strony ani siebie – spróbujmy po prostu widzieć sytuację jasno. Wszystkie te miejsca – praca, rodzina, związki – to nasze „obszary ćwiczeń”. Nie są one romantyczne ani egzotyczne, ale to właśnie tam możemy zrobić pożytek z tego życia. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, z powodu przyczyn, które sami stworzyliśmy. To, co z tym zrobimy, zależy wyłącznie od nas.