Pema Cziedryn – Zobacz to co jest

„Ludzie z łatwością przyjmują jakąś wiarę, trwają przy niej i pozwalają, by cały ich świat stał się pochodną wybranego przez nich systemu wiary. Z łatwością też przychodzi im atakowanie tych, którzy myślą inaczej. Trudniejsza, wymagająca więcej odwagi postawa — postawa bohatera, wojownika, mistyka — to ciągłe konfrontowanie swoich przekonań, uczciwie i wnikliwie, i wykraczanie poza nie. Wymaga to ogromnie dużo serca i życzliwości. Potrzeba do tego umiejętności dotknięcia i poznania w pełni — do dna — tego, czego doświadczamy. Bez surowej, bez jakiejkolwiek oceny.

„Jeśli spotkasz Buddę, zabij go” znaczy: jeśli poczujesz, że jesteś do swych przekonań zbyt mocno przywiązany — niezależnie, czy to, w co wierzysz, jest w powszechnym odczuciu złe czy dobre — to zaprzyjaźnij się z tym. Przyjrzyj się temu uważnie. Poznaj to dokładnie i w pełni, a wtedy samo uwolni cię ze swych krępujących więzów.

Nauki mówią, że jeśli będziesz uparcie obstawał przy swych przekonaniach, musi dojść do konfliktu. Istnieje wspaniała opowieść związana z tym tematem. Był sobie kiedyś bóg, który wiedział, jak bardzo ludzie uwielbiają wierzyć w to, że wybrali jedyną prawdę. Uwielbiają tworzyć kluby, religie i systemy polityczne z tymi, którzy się z nimi zgadzają. Uwielbiają po prostu stwarzać coś z niczego, a potem wypisywać swoje hasła na wielkich sztandarach, by maszerować, wymachując nimi i krzycząc. Po to tylko, by ci, którzy wyznają przeciwne poglądy, ruszyli ku nim, wymachując swoimi sztandarami, wykrzykując swoje hasła… Bóg ten postanowił obnażyć przed ludźmi absurd ich zachowania, by, przejrzawszy na oczy, mogli się sami z siebie zdrowo uśmiać. (Zdrowy śmiech to najlepszy sposób, by zabić fałszywego Buddę!). Przygotował więc wielki kapelusz podzielony na pół: lewa strona miała kolor jaskrawobłękitny, prawa — ognistoczerwony. Potem udał się w miejsce, gdzie po obu stronach drogi pracowało wielu ludzi. Bóg objawił się im w całej swej glorii — nie sposób było go nie zauważyć. Wielki, wspaniały, szedł drogą prosto przed siebie w swoim kapeluszu. Ludzie po prawej stronie drogi odkładali motyki, wpatrując się w boga; podobnie było po lewej stronie. Wszyscy byli zachwyceni. Po chwili bóg zniknął. Ktoś krzyknął: „Widzieliśmy boga! Widzieliśmy boga!”. Ludzi ogarnęła ogromna radość. Nagle ktoś z prawej powiedział: „Aż łuna biła od jego czerwonego kapelusza!”. Wtedy ci z lewej zaprzeczyli: „Nie, kapelusz był błękitny!”. Różnica zdań wywołała napięcie, które narastało, aż w końcu zaczęto wznosić barykady i rzucać w siebie kamieniami. Wtedy bóg pojawił się znowu. Przeszedł drogą w odwrotnym kierunku niż poprzednio i zniknął. Ludzie spojrzeli po sobie i ci z lewej zaczęli: „Mieliście rację, rzeczywiście kapelusz był czerwony. Wybaczcie, nie przyjrzeliśmy się dobrze. Mieliście absolutną rację”. Ci z drugiej strony na to: „Nie, nie, to wy mieliście rację. To był nasz błąd”. W tym momencie ludzie nie bardzo już wiedzieli, czy się dalej spierać, czy zawrzeć pokój. Większość z nich była kompletnie zbita z tropu. Wtedy bóg pojawił się po raz trzeci. Tym razem stanął pośrodku i zaczął obracać się to w prawo, to w lewo, i ludzie po obu stronach wybuchnęli śmiechem.

Dla nas, którzy siedzimy tu, medytując, którzy chcemy żyć dobrym, pełnym, nieskrępowanym, bogatym, prawdziwym życiem, istnieje konkretna wskazówka, której powinniśmy się trzymać, a którą znamy z medytacji. Brzmi ona: „Zobacz to, co jest”. Przyjmij to do wiadomości, nie oceniając jako dobre czy złe. Potem uwolnij to, pozwól temu odpłynąć — i wróć do chwili obecnej. Cokolwiek się pojawi, przyjrzyj się temu, nie wartościując. Uznaj to. Wnikliwie przyjrzyj się, powstrzymując się od oceny i pozwól temu odpłynąć. Wróć do chwili obecnej. Możesz zacząć teraz i powtarzać to ćwiczenie aż do śmierci. Powtarzaj je, by stać się wobec siebie i wobec innych bardziej współczującym, mniej dogmatycznym. By wyzbyć się uprzedzeń, wytrącić z pewności, że rzeczywistość jest taka, jaką chcesz ją widzieć, że to ty zawsze masz rację, a inni się mylą. By nauczyć się patrzeć na wszystko z poczuciem humoru, otworzyć się, rozluźnić. Być może nauczysz się przyłapywać na momentach, kiedy usprawiedliwiając siebie, obwiniasz innych. Jeśli spędzisz resztę życia, zauważając w sobie to wszystko, a tym samym obnażając głupotę ludzkich zachowań — ten tragiczny choć zarazem komiczny dramat, który wciąż odgrywamy — wypracujesz w sobie głęboką mądrość, życzliwość i poczucie humoru.

„Łapanie się” na usprawiedliwianiu siebie i obwinianiu innych to nie powód do samokrytyki, ale raczej okazja, by sobie uświadomić, w jaką pułapkę dajemy się wszyscy wciągnąć i jak bardzo ogranicza to nasze postrzeganie rzeczywistości. Wykorzystajmy tę szansę, by uzmysłowić sobie, jak kurczowo trzymamy się swojej interpretacji rzeczywistości, by zrozumieć, że nasze spojrzenie tym właśnie jest — niczym więcej, niczym mniej — jedynie jedną pośród wielu interpretacją rzeczywistości”.

Pema Cziedryn