Pema Cziedryn – Rytuały
Połączeniem wizji z praktyką, nieba z ziemią, sansary z nirwaną są rytuały. Jeśli pojmujemy rzeczy właściwie, całe nasze życie staje się jakby rytuałem, ceremonią. Wówczas każdy gest jest mudrą*, a każdy dźwięk mantrą – we wszystkim obecne jest sacrum.
To właśnie ono kryje się za rytuałem – ustalonym zespołem czynności przekazywanym z pokolenia na pokolenie w religiach różnych kultur. Rytuał, jeśli towarzyszy mu głębokie zaangażowanie, istnieje poza czasem. To tak, jakby tysiące lat temu ktoś miał jasną, niczym niezmąconą wizję sacrum i magicznej mocy, i uświadomił sobie, że jeśli każdego ranka wyjdzie powitać słońce w bardzo uroczysty sposób – na przykład jakąś szczególną pieśnią i ofiarą albo pokłonami – dane mu będzie zespolić się z całym tym bogactwem. Dlatego nauczył tego swoje dzieci, a jego dzieci nauczyły swoje dzieci, i tak dalej. Minęło tysiąc lat, a ludzie wciąż wykonują ten sam rytuał, doznając dokładnie tego samego uczucia. Tak jest ze wszystkimi przekazywanymi od setek lat praktykami. Ktoś jest obdarzony darem szczególnego wglądu i dar ten nie ginie — trwa dzięki rytuałowi. Rinpocze mówił na przykład, że dharma, nauki Buddy, są jak przepis na wypiekanie chleba. Tysiące lat temu ktoś odkrył, jak to się robi, i ten przekazywany z ust do ust przepis pozwala dzisiaj wciąż wypiekać i spożywać taki sam świeży, smaczny chleb.
Pomyślałam o rytuale jako łączeniu smutku i cierpienia sansary z wizją Wielkiego Słońca Wschodu, bo w rytuale wyrażamy nasze zrozumienie życia, nasz zachwyt nad życiem, poprzez najzwyklejsze, najprostsze środki. Rano wstaje słońce — możemy użyć gongu, by wezwał nas do sali medytacyjnej, możemy złożyć dłonie na wysokości serca i pokłonić się sobie nawzajem. Możemy też, trzymając w trzech palcach miseczki orioki, unieść je w górę, tak jak się to robi od wieków. Przez ten rytuał wyrażamy swoją wdzięczność za pokarm, zaotaczające nas rzeczy, za różnorodność i bogactwo świata. Wznosimy swoje miseczki, a potem, po skończeniu dathun, idziemy do domów i być może całkiem zapominamy o orioki. Gdy po latach wracamy do tej praktyki, znów odkrywamy w tych prostych czynnościach coś nadzwyczajnego. Być może po raz pierwszy wykonywaliśmy je w wieku dwudziestu lat, a potem robimy to samo w wieku lat osiemdziesięciu. Jakby dni naszego życia były nanizane na łączącą zdarzenia nić, jakbyśmy od zawsze trzymali w trzech palcach miseczkę orioki.
Rytuał, któremu towarzyszy szczere, głębokie zaangażowanie, pomaga zespolić się z mocą i wizją, a jednocześnie ze smutkiem i cierpieniem ludzkiej egzystencji. Moc i wizja sprawiają, że wykonywanie czynności w sposób właściwy staje się celem samym w sobie. Przyrządzanie we właściwy sposób naparu z liści herbaty oznacza, że angażujemy się całkowicie i dogłębnie w jego przygotowanie — ponieważ doceniamy herbatę, doceniamy gorącą wodę i doceniamy fakt, że herbata w połączeniu z wrzątkiem daje smaczny i krzepiący napój, nie zaś dlatego, że boimy się, iż jeśli nie wyjdzie smaczna, ktoś nas za to przestanie lubić. Nie przygotowujemy jej także w tak szybkim tempie, żeby nie zauważyć, kiedy skończyliśmy albo, co gorsza, jak to się stało, że zdążyliśmy już wypić sześć filiżanek. Nieważne, czy chodzi o wypalenie papierosa, wypicie filiżanki herbaty, zaścielenie łóżka czy o mycie naczyń — cokolwiek by to było, stanie się rytuałem, jeśli będziemy się starać wykonać tę czynność właściwie, jeśli postaramy się pomieścić w sercu i smutek, i wizję Wielkiego Słońca Wschodu.
Czogiam Trungpa Rinpocze kochał rytuały. Czerpał ze wszystkich tradycji – w tym tybetańskiej, japońskiej i brytyjskiej – tworząc własne ceremonie, jak na przykład specyficzny sposób wchodzenia do sali medytacyjnej. Siedzisz sobie w sali medytacyjnej i nagle słyszysz odgłos pałeczek gandi, dźwięk małego gongu i uderzenie w bęben: „stuk-stuk, gong, bum, stuk-stuk, gong, bum”. Dźwięki zbliżają się i wiesz, że za moment do sali wejdzie Rinpocze. Rzeczywiście, po chwili wchodzi, a za nim osoby towarzyszące. Rinpocze ma jedynie udzielić nauk, ale rytuał w jakiś sposób stwarza atmosferę, powoduje otwarcie przestrzeni. Czujesz się, jakbyś przebywał poza czasem. To już nie jest 22 czerwca 1989 roku, to już nie jest żadna określona pora dnia czy nocy ani określona pora roku: to czysta przestrzeń. Rinpocze wiedział, że za sprawą tych wszystkich ceremonii i dźwięków kreuje aurę, w której jest możliwe doświadczanie przestrzeni poza czasem.
Pama Cziedryn MĄDROŚĆ NIEUCIEKANIA (119-122)
