Moja rodzina ma związek z tymi dawnymi nauczycielami linii barom kagju poprzez mistrza Tiszi Repę, jednego z głównych uczniów Darma Łangczuka. Tiszi Repa miał również czterech innych guru. Zasłynął z powodu kapelusza, który nosił, aby uhonorować ich wszystkich, i który miał pięć szpiczastych czubów, jeden w centrum i po jednym w czterech głównych kierunkach¹⁹.
Czasy Tiszi Repy sięgają początków duchowych powiązań Chin i Tybetu. Chińscy cesarze poszukiwali najwybitniejszych mistrzów w Tybecie, a potem zapraszali ich do objęcia stanowiska nadwornego guru. Co jakiś czas, w regularnych odstępach, do Tybetu wysyłano specjalną ekipę na poszukiwania najznamienitszych mistrzów danego okresu. Jako że jego sława sięgała daleko, lama w kapeluszu o pięciu szpicach otrzymał od cesarza zaproszenie. Stąd właśnie wzięło się imię Tiszi Repa – tiszi to chiński tytuł nadwornego nauczyciela, najwyższe stanowisko w religijnej hierarchii. Podlegało mu dwóch mistrzów w randze pakszi, poniżej było dwóch dygnitarzy na pozycji goszir. W związku ze swym
¹⁹ Tiszi Repa zasłynął ze swojej wypowiedzi: „Darma Łangczuka wprowadził mnie w bezbłędny stan naturalnego umysłu. Lama Szang Tsalpa wprowadził mnie w niezmierzoną współzależność wszystkiego. Kjobpa Dzigten Sumgon nauczył mnie niesłabnącego oddania. Taklung utwierdził mnie w przekonaniu, że powinniśmy stanowiskiem tiszi otrzymywał świtę czterdziestu duchownych urzędników – wszyscy byli opłacani z cesarskiego skarbca.
Kiedyś, podczas mojego pobytu w Tsurphu, głównej siedzibie Karmapów, przeglądałem archiwa i natknąłem się na bardzo starą korespondencję z Chin. Podobne zaproszenie do objęcia stanowiska tiszi otrzymał kiedyś III Karmapa. W tamtych czasach zaproszenie brzmiało bardziej jak rozkaz.
Jeden z tych listów brzmiał tak: „Nie znaleziono na zachodzie lamy, który przewyższałby twoje duchowe zalety. Cezarz ustalił ten fakt za pośrednictwem licznych wysłanników. Właśnie ty musisz teraz zostać nadwornym mistrzem. Jeśli spełnisz życzenie cesarza i przybędziesz do Chin, cesarz spełni wszystkie twoje pragnienia, czy to w sprawach duchowych, czy świeckich. Jeśli jednak nie spełnisz cesarskiego żądania, nie zaznasz już szczęśliwego dnia”.
Do dokumentu przytwierdzono olbrzymią pieczęć z czystego złota, znak wysokiej rangi. Dwóch bardzo ważnych urzędników osobiście dostarczyło zaproszenie do Tsurphu. W dalszej części listu czytałem: „Natychmiast wyrusz w podróż do Chin, dołączywszy do tych dwóch urzędników. Zbędna zwłoka, choćby jednodniowa, pociągnie za sobą surowe konsekwencje”.
Skoro Tiszi Repa otrzymał podobne „zaproszenie”, nie miał innego wyboru, niż ruszyć do Chin. Zrobił to jednak w dość niezwykły sposób. Może intuicja podpowiadała mu, że podróż w stylu wielkich buddyjskich mistrzów Tybetu może go kosztować życie albo była to po prostu kwestia osobistego wyboru, ale ubrał się jak wędrowny żebrak.
– Taki strój jest absolutnie nieodpowiedni – sprzeciwiali się chińscy urzędnicy. – Skoro ruszasz w podróż na cesarskie wezwanie, musisz nosić się godnie, z dostojeństwem i orszakiem, jakie pasują do wielkiego lamy.
Spierali się jakiś czas, aż wreszcie uzgodnili, że orszak towarzyszący podróży wielkiego lamy, włączając w to świtę czteredziestu duchownych urzędników, całą drogę do Chin przebędzie w tradycyjny sposób, natomiast Tiszi Repa może iść pieszo, ubrany jak żebrak, w prostą bawełnianą szatę, podpierając się drewnianą laską. Szedł tak całą długą drogę z Kham do odległej stolicy Chin, podczas gdy reszta jechała konno.
Istnieją pisemne relacje dotyczące cudów i innych znaków urzeczywistnienia, jakie Tiszi Repa ukazał na cesarskim dworze. Zobaczył jednak również i to, że cesarska dynastia, która wywodziła się od mongolskich przodków, nie będzie trwała dłużej niż trzynaście lat. Gdy upłynęło dziesięć, Tiszi Repa uznał, że lepiej będzie znaleźć się z dala od stolicy w czasie upadku dynastii. Szukał więc pretekstu, by wyjechać, niemniej cesarska rodzina kategorycznie zabroniła mu powrotu do Kham.
„Nadchodzą gorsze czasy” – myślał Tiszi Repa. – „Życie cesarza dobiega końca i jeśli tu zostanę, doczekam się wojny i wewnętrznych walk. Muszę uciec po kryjomu”. Tak też zrobił. Kiedy cesarz odkrył zniknięcie Tiszi Repy, we wszystkie strony rozesłał ludzi mających go znaleźć. Złapali go po dwóch czy trzech dniach i pod ścisłą eskortą odstawili na królewski dwór, gdzie cesarz zamknął mistrza i trzymał pod kluczem.
– Cóż ci da to, że mnie uwięzisz? – spytał Tiszi Repa. – To wy macie kłopoty! Za trzy lata od tej chwili zarówno dynastię, jak i księcia, następcę tronu, spotka niechybna śmierć. Co możesz na to poradzić? Nie chciałem być świadkiem tych wydarzeń, więc postanowiłem wyjechać. Nie pozwalałeś mi na to, więc musiałem zbiec potajemnie.
– Lamo, nie waż się mówić w ten sposób! – odparł władca. – To, co głosisz, nie może być prawdą. Każdy, kto waży się odzywać w taki sposób, zostanie ukarany! Wybaczę ci jednak, bo byłeś moim guru. Jeśli naprawdę zamierzasz odejść, pozwalam. W zamian za to postaraj się ze wszystkich sił, by moje życie się nie skończyło.
Zmieniwszy nagle zdanie cesarz obsypał Tiszi Repę podarkami i zapewnił mu eskortę w drodze powrotnej do Kham. Kiedy dotarli do granicy, koń Tiszi Repy położył się i nie chciał wstać. Lama powiedział do orszaku:
– To znak, że od tego momentu wracam do życia wędrownego żebraka – i ruszył dalej pieszo.
Po drodze spotkał Sakja Panditę, głowę jednej z głównych szkół buddyzmu w Tybecie, który kierował się do Chin. Sakja Pandita chciał go uczcić i zorganizować na jego cześć wystawną ucztę. Tiszi Repa odparł:
– Nie ma potrzeby! Traktuj mnie jak prostego żebraka, którym w gruncie rzeczy jestem.
Kontynuował swoją pielgrzymkę i nadłożywszy bardzo dużo drogi do domu, zawitał do Lhasy. Kilka dni po tym, jak w końcu dotarł do Kham, umarł.
Jako że był wcześniej cesarskim guru, jego odejście zwróciło wielką uwagę i pociągnęło za sobą wiele ceremonii, a wieść ta wkrótce dotarła do Chin. Nowy cesarz wysłał namiestników, aby złożyli ofiary, a także poszukali odpowiedniego następcy. Powrócili z mistrzem o imieniu Repa Karpo, który był głównym uczniem Tiszi Repy. Zgodnie ze wszystkimi zapiskami wspaniałość tego mistrza przekraczała wszelkie wyobrażenia; miał nawet większe urzeczywistnienie od Tiszi Repy. Wielu ludzi widziało, jak emitował jasne światło. Nowy cesarz niezwykle szczodrze go obdarował, a mistrz wybudował z tych środków wiele świątyń. Wzniósł na przykład wielką świątynię w Nangczien, w której wnętrzu znajdowały się liczne posągi, a główny był repliką Dzioło Buddy z Lhasy. Ostatecznie otrzymał od cesarza tę samą rangę duchowieństwa, co Tiszi Repa.
Tulku Urgjen Rinpocze – Płomień chwały (strony 49-52)

