Ajahn Brahmamuni OBCIĄŻONE SERCE

Niniejsza mowa została wygłoszona na początku lat 60-tych XX wieku przez Czcigodnego Achana Brahmamuni, zmarłego opata Wat Borvornives w Bangkoku. Na język angielski przetłumaczył ją Czcigodny Ajahn Sumedho, opat klasztoru Chithurst Forest Monastery, Petersfield, Hants.

Uwaga: w oryginalnej publikacja zostało użyte sanskryckie słowo Dharma, choć dla Theravady właściwsze jest palijskie słowo Dhamma. Jedno i drugie oczywiście znaczy to samo, czyli nauki i metody prowadzące nas do przebudzenia, zgodne z tym co przekazał Budda 2500 lat temu.

Jeśli naprawdę zbadamy i przyjrzymy się naszym sercom [lub umysłom], z czasem doświadczymy radości, zachwytu i spokoju. Innym razem doświadczymy uczucia obojętności, odosobnienia i oddzielenia. Jeśli doświadczamy tego drugiego stanu, nie powinniśmy winić Dharmy, ponieważ Dharma jest stanem naturalnym. Bywają chwile, kiedy nasze serca skłaniają się ku Dharmie i pojawiają się uczucia błogości i spokoju – uczucia całkowitego zadowolenia. W innych momentach Dharma wydaje się odległa. W takich sytuacjach nasze serca, zamiast skłaniać się ku niej, zdają się oddalać. W rezultacie nie smakujemy Dharmy: nie ma spokoju, błogości ani radości, ponieważ serce jest przygnębione i negatywne; nie ma w nim Dharmy. Jeśli jednak ktoś jest zręczny, nie musi poddawać się władzy tej negatywności. Kiedy serce jest przygnębione, możemy je podnieść na duchu. Jeśli umysł błądzi, możemy go kontrolować i powstrzymać przed dryfowaniem.

Kiedy serce jest zadowolone, należy to zadowolenie utrzymać. Uciszaj umysł, gdy jest to właściwe, i podnoś serce na duchu, kiedy wymaga tego sytuacja. Nie podążając za przygnębieniem ani za uniesieniem, dbamy o nasze serca. To jest stan naturalny; serce jest stałe, zrównoważone i prawdziwe. Jeśli ktoś przestaje praktykować, gdy czuje się przygnębiony, a praktykuje tylko wtedy, gdy czuje się dobrze, brakuje mu konsekwencji i wytrwałości. Dbaj o serce i trenuj je, aż stanie się równe i zrównoważone nieustannie. Wtedy nasze serca będą coraz bardziej skłaniać się ku Dharmie; nie zapomnimy o Dharmie. Jeśli nasze serca będą blisko Dharmy, słysząc jej objaśnienia, łatwo ją zrozumiemy, a nasze serca z łatwością osiągną spokój. Jeśli jednak nasze serca będą daleko od Dharmy, a nasza praktyka nie będzie stała, zostaniemy odciągnięci i pojawi się jeszcze większy zamęt. Powinniśmy trenować i dyscyplinować nasze serca. Kiedy zdamy sobie sprawę, że serce jest zagubione, musimy podjąć wysiłek, aby praktykować. Dzięki temu ciągłemu i szczitemu wysiłkowi wkrótce osiągniemy dobre rezultaty.

Nawet praktykowanie medytacji przez krótki czas przyniesie dobre rezultaty. Składanie pokłonów i oddawanie czci, recytowanie cnót Buddy oraz wypełnianie swoich obowiązków – wszystko to są dobre i godne uwagi praktyki, ale słuchanie i kontemplowanie Dharmy stoi znacznie wyżej; reflektowanie, pamiętanie i całkowite oswojenie się z Dharmą stoi o wiele, wiele wyżej.

Jeśli ktoś spotka się z Dharmą i dotrze ona do jego serca, zazna odrobiny spokoju przez krótką chwilę; nawet jeśli trwa to tylko sekundę, jest to lepsze niż nic. Jeśli dzieje się to często, stopniowo rozjaśni to ludzkie życie. Jest to jak błyskawica na ciemnym niebie; w miarę jak błyski stają się częstsze, zaczynamy wiedzieć i rozumieć. Praktykowanie medytacji wygląda właśnie tak – kiedy zaczyna się praktykować, serce staje się coraz bardziej spokojne. W końcu staje się prawdziwie wyciszone w Dharmie.

Być w pełni ugruntowanym w Dharmie wymaga odpuszczenia naszych nastrojów i osadzenia się w Dharmach wolności, odosobnienia, jasności, odpuszczenia, zatrzymania i ciszy. Nawet jeśli dzieje się to tylko przez jedną sekundę, ma to ogromną wartość, ponieważ w końcu doświadczymy prawdziwego spokoju. Wtedy zyska się pewność, że istnieje prawdziwy pokój i że różni się on od światowego szczęścia. Świat stale się kręci, taka jest jego natura – robi to bez zatrzymania.

Prawdziwy spokój można znaleźć tylko w Dharmie. Kiedy praktykujemy medytację, a nasze serca osiągają Dharmę odpuszczenia lub nieprzywiązywania się do żadnych nastrojów, uczuć i emocji, kiedy nie skłaniamy się ku żadnemu nastrojowi ani się do niego nie przywiązujemy, wtedy uciekniemy z powtarzającego się cyklu narodzin i śmierci; wtedy uciekniemy z samsary. Nie musimy rodzić się ponownie w burzliwym cyklu świata narodzin i śmierci. Możemy trwać w pokoju wobec niego, nie będąc już do niego przywiązanymi. Kiedy medytujący jest w pokoju, ucieka przed zamętem. Kiedy ma doskonałe zrozumienie, ucieka przed ignorancją. Kiedy jest czysty i pusty, ucieka przed niepokojem. Kiedy ma w sobie lekkość, ucieka przed ciężarem. Taki medytujący wie ponad wszelką wątpliwość, poprzez bezpośrednie doświadczenie. Wykracza poza wątpliwości dotyczące najbardziej subtelnych i wzniosłych spekulacji, takich jak „Czy to istnieje?”, czy też „Czy to nie istnieje?”, oraz spekulacJI na temat przyszłości i przeszłości. Kiedy taki medytujący patrzy na świat, widzi jedynie „przyczynę i skutek”, powstawanie i przemijanie. A kiedy świat przemija, znika.

Powstawanie i przemijanie świata, przyczyna i skutek, to narodziny – czyli powstanie uwarunkowania, czas jego trwania oraz jego śmierć. Dobro i zło, to co szorstkie i to co subtelne, nieszczęście i szczęście są światem. Kiedy człowiek popełnia dobry czyn, otrzyma dobry rezultat; kiedy popełnia zły czyn, otrzyma zły rezultat, ponieważ jest przywiązany do świata przyczyny i skutku. Kiedy człowiek jest przywiązany do przyczyny, otrzyma skutek, jako że taka jest kolej rzeczy na tym świecie – nie może od tego uciec.

Ten, kto pozostaje we władzy świata, nigdy nie będzie w stanie od niego uciec. Jednak ten, kto praktykuje Dharmę i poznaje świat poprzez wgląd, kto nie jest już przywiązany do nastrojów i emocji, oczyścił serce z wszelkich splamień i wszedł w Dharmę. Takiemu człowiekowi pozostaje już tylko „wiedzenie” – ten, który jest świadomy. Wszelkie splamienia, które kiedyś mamiły i mąciły serce tego człowieka, już nie istnieją. Jego serce jest sercem tego, który wie – Przebudzonego. To jest nirodha – ustanie cierpienia. Sprawy tego świata nie mogą już wkroczyć do serca takiego człowieka, w którym pozostają jedynie lekkość, jasność i pustka – czyli pokój. To jest Prawda Ostateczna.

Należy odpuścić i nie lgnąć do niczego. Kiedy medytujący jest z Dharmą, zna Dharmę, którą właśnie opisałem. A kiedy bada świat, który przejawia się w jego sercu, widzi sam, że wszystkie uwarunkowania są niesatysfakcjonujące; widzi, że doświadczanie tego, co nieprzyjemne, bycie oddzielonym od tego, co przyjemne, lub nieotrzymywanie tego, czego się pragnie, jest przyczyną cierpienia. Dla tych, którzy żywią preferencje, cierpienie jest nieuniknione, ponieważ miłość i nienawiść zależą od siebie nawzajem; kiedy istnieje jedno, pojawia się drugie. Jeśli nie jesteśmy już do niczego przywiązani, miłość i nienawiść znikają; dla takich osób te rzeczy mają równą wartość. Nie odczuwamy przyciągania ani niechęci do powietrza wokół nas. Powinniśmy odpuścić radość i smutek, miłość i nienawiść; wtedy, jakiekolwiek uwarunkowania zamanifestują się w sercu, wszystkie będą miały tę samą wartość; wtedy nie będziemy drżeć ze strachu, stawać się niezadowolonymi ani reagować na pochwały i lęki.

Istotnie możliwe jest przekroczenie miłości i nienawiści oraz odcięcie się od ekscytacji, sukcesu i porażki. Żadne z tych uwarunkowań nie będzie wtedy bronią, która rani nasze serca.

Dla tych, którzy żywią preferencje, cierpienie jest nieuniknione.