Druga paramita – shila

„Drugą paramitą jest shila. Shila oznacza etykę, moralne postępowanie. W Buddhadharmie moralne postępowanie opiera się na zasadzie niekrzywdzenia. Wychodzi z założenia, że nie należy wyrządzać żadnej krzywdy ani sobie, ani innym. Patrząc na to w ten sposób, wskazania ustanowione przez Buddę są niezwykle logiczne. Nie są to, że tak powiem, przykazania. Budda nie mówił: „Nie będziesz robił tego, nie będziesz robił tamtego”. Rzeczywiste sformułowanie brzmi: „Podejmuję regułę treningu, by powstrzymać się od odbierania życia”. To reguła treningu, która opiera się na spontanicznym i naturalnym zachowaniu oświeconej istoty – arhata. Wyzwolony arhat z natury będzie niezdolny do intencjonalnego odebrania życia i tak dalej.

Dlatego staramy się wzorować na naturalnym zachowaniu wyzwolonej istoty. Jeśli chcemy zbudować nasz dom, naszą duchową świątynię, nie ma sensu skupiać się wyłącznie na złotym dachu i ścianach pokrytych freskami. Musimy zacząć od wykopania głębokich, mocnych fundamentów. Każdy budynek o słabych fundamentach szybko pęknie i runie – bez względu na to, jak wspaniały byłby jego złoty dach. Rozumiecie?

Jeśli chcemy zbudować dobry dom, musimy zająć się fundamentami, hydrauliką i tymi wszystkimi mało romantycznymi, ale niezbędnymi rzeczami. Jeśli mamy bardzo dobre, solidne fundamenty, dom powstanie dość szybko. Fundamentami są właśnie te cechy naszego podstawowego postępowania etycznego, czyli nasz sposób życia na tym świecie – to, czy żyjemy, wyrządzając krzywdę sobie i innym, czy też nie. Te wskazania zostały ustanowione 2500 lat temu, ale są wieczne. To nie jest coś, co było istotne dwa tysiąclecia temu w północnych Indiach, a w dzisiejszym Melbourne jest już nieadekwatne. Są aktualne w każdym czasie, w każdym miejscu i dla każdej rasy. To nie jest coś przeznaczonego dla Wschodu, a nie dla Zachodu; są one dla każdego i wszędzie.

Oto te podstawowe zasady etyczne:

  • Wskazanie, by nie odbierać życia.
  • Wskazanie, by nie brać tego, co nie zostało dane.
  • Wskazanie, by nie kłamać.
  • Wskazanie, by nie dopuszczać się niewłaściwych zachowań seksualnych.
  • Wskazanie, by nie odurzać się alkoholem ani żadnymi narkotykami, które mącą umysł.

Pierwsze wskazanie: Nieodbieranie życia

Pierwszym i najbardziej fundamentalnym wskazaniem pozwalającym żyć na tym świecie bez krzywdzenia innych jest nakaz nieodbierania życia. Oznacza to każde życie, nie tylko ludzkie. Dotyczy to życia zwierząt i owadów – w tym tych w powietrzu, na ziemi, pod ziemią oraz w oceanach i rzekach. Dlaczego? Ponieważ dla wszystkich istot ich własne życie jest najcenniejsze. Żadna istota nie chce zostać zabita. Gdyby na tym stole pojawiła się mała mrówka, a ja stuknąłbym palcami, uciekłaby w drugą stronę. Dlaczego? Ponieważ na swój sposób myśli: „Tam jest niebezpieczeństwo! Coś może mi się stać, muszę stąd uciekać”.

Kiedy więc składamy ślubowanie, że nie będziemy krzywdzić innych – wszystkich innych – mówimy światu i wszystkim istotom na nim żyjącym: „Nie macie się czego z mojej strony obawiać – w mojej obecności jesteście bezpieczne”. To właśnie to podstawowe docenienie życia wszystkich innych istot na tej planecie jest kluczowe, by żyć w taki sposób, aby nawet jeśli nie przynosimy nikomu pożytku, przynajmniej mu nie szkodzić. Oczywiście staramy się też przynosić pożytek, ale tutaj zajmujemy się kwestią niekrzywdzenia, nieranienia niczego. Dzięki temu wszystkie istoty są przy nas bezpieczne.

Pomyślcie, my ludzie jesteśmy naprawdę problemem dla tej planety. Wobec innych istot jesteśmy tak egoistyczni i bezmyślni. Pojawia się jakiś owad, a ponieważ nam się nie podoba, po prostu go rozgniatamy – bez refleksji, że ta istota ma swoje własne życie, swoje radości i smutki. Nie wiemy, jakiego świata sama doświadcza. Jakie mamy prawo, by tak po prostu kończyć jej życie?

To bardzo fundamentalne wskazanie. W tym niedoskonałym świecie nie zawsze jesteśmy w stanie przestrzegać go idealnie, ponieważ – jak powiedział sam Budda – ten świat jest pokryty grubą warstwą kurzu. To bardzo zakurzony świat, a kurz opada nieustannie. Ludzie zawsze muszą iść na jakieś kompromisy, ale musimy być z nimi bardzo ostrożni i nie usprawiedliwiać się zbyt łatwo. Na tyle, na ile to możliwe, powinniśmy naprawdę starać się zachować integralność w naszym postępowaniu, stać się spójnymi. Przez większość czasu jesteśmy w stanie to robić. Jeśli włożymy w to wysiłek, możemy nauczyć się nie patrzeć na sytuacje nie tylko przez pryzmat własnej wygody. Możemy wyjść nieco poza naszą obsesję na punkcie bycia ludźmi – poza to, że stawiamy siebie w samym centrum wszechświata i widzimy rzeczy tylko z własnej perspektywy. Nie bierzemy pod uwagę, że te inne stworzenia również mają swój punkt widzenia, że one również mają swoje prawa. Nie będę wchodzić w cały temat praw zwierząt, ale zwierzęta mają prawa. Owady mają prawa. Wszyscy mamy prawa i powinniśmy o tym pomyśleć. Powinniśmy pomyśleć o takim życiu na tym świecie, aby nie deptać nieustannie wszystkiego naszymi wielkimi stopami. Stąpać nieco delikatniej w sensie metaforycznym.

To pierwsze wskazanie jest niezwykle ważne. Kiedy po raz pierwszy spotkałem mojego lamę, powiedział: „Chcę, żebyś przyjęła tylko jedno wskazanie. Uznaj, że masz wszystkie inne, ale najpierw przyjmij to jedno”. Wybrałam to pierwsze, a on powiedział, że to właściwa decyzja. Ponieważ ono w pewien sposób jest fundamentem dla wszystkich pozostałych.

Drugie wskazanie: Niebranie tego, co nie zostało dane

Drugie wskazanie mówi o niebraniu tego, co nie zostało dane. Jest to nieco bardziej szczegółowe niż „nie kradnij”, choć oczywiście to właśnie oznacza. W monastycznej sandze traktuje się tę kwestię, by rzecz została nam wyraźnie dana, bardzo poważnie.

Na przykład pewnego razu katolicka zakonnica przywiozła mi z Delhi kilka opakowań sera topionego. Było to w połowie lat 60., a w tamtych czasach ser topiony był w Indiach rzadkością. Postanowiłam ofiarować go mojemu lamie, Khamtrulowi Rinpocze. Nie było go jednak na miejscu, więc położyłem opakowania na jego biurku, dokładnie przed miejscem, gdzie siedział, aby widział, że są dla niego. Lama wrócił, mijały dni, a ser wciąż tam leżał, ustawiony w stos jak Krzywa Wieża w Pizie. W końcu powiedziałam do niego: „Rinpocze, dlaczego nie weźmiesz tego sera? Nie smakuje ci?”. Odpowiedział: „Cóż, domyśliłem się, że są dla mnie, skoro tu leżą, ale jeszcze mi ich nie ofiarowałaś”. Wtedy podniosłam je, podałam mu i powiedziałam: „Są twoje”.

O to właśnie chodzi. O posiadanie tej integralności, by nie brać tego, co nie zostało dane, ponieważ to znowu wiąże się z kwestią niekrzywdzenia – z tym, by ludzie wiedzieli, że ich własność jest przy nas bezpieczna.

Książki… kto z was kiedykolwiek pożyczył książkę i pożegnał się z nią na zawsze?! Dzisiaj pewnie dotyczy to filmów! Widzę ludzi z filmami opatrzonymi wielkimi napisami: „Ten film należy do iksa”. Ewidentnie jest to więc problem. Chodzi o taką uczciwość, że kiedy coś pożyczamy, powinniśmy to zwrócić w tak samo dobrym stanie, w jakim to otrzymaliśmy. Dlaczego? Ponieważ na naszym poziomie urzeczywistnienia wciąż utożsamiamy się z tym, co posiadamy, i nie lubimy, gdy ludzie po prostu biorą to, co nasze. To brak liczenia się z prawami i własnością innych ludzi – ten rodzaj egoistycznego umysłu, który myśli tylko o sobie i własnych korzyściach, nie biorąc pod uwagę innych.

W czasach hippisów bardzo modne było podejście: „własność każdego jest moją własnością”. Wiecie, nie istniało coś takiego jak prywatna własność. Ale co się stało? Może na początku rzeczywiście istniało poczucie swobodnego przepływu dóbr, choć w rzeczywistości oznaczało to czasem zabieranie własności, która wcale nie została im dobrowolnie oddana. Ostatecznie jednak wyewoluowało to w postawę: „to, co twoje, jest moje, a to, co moje, jest również moje”. I wcale nie sprawiło to, że ci ludzie stali się szczególnie wielkoduszni. Mieszkali na czyjejś ziemi, po czym stawała się ona ich własnością, a kiedy właściciele chcieli ich eksmitować, wcale nie mówili: „Cóż, to sprawiedliwe, bo wszystko należy do wszystkich”. Mówili: „Nie, teraz to jest moje”.

Musimy więc uważać na tę chwytliwą, zaborczą cechę umysłu. Wskazanie, by nie brać tego, co nie zostało dane, szanuje te granice. Dlatego, jak wspomniałem, wiąże się to z całą kwestią niekrzywdzenia – aby ludzie wiedzieli, że oni sami i ich własność są w naszych rękach bezpieczne. Oczywiście niezabijanie i niekradzenie są absolutnie fundamentalne dla dobrze zorganizowanego społeczeństwa.

Trzecie wskazanie: Powstrzymanie się od niewłaściwych zachowań seksualnych

Kolejna kwestia to niewłaściwe zachowania seksualne. Oznacza to zasadniczo każdą aktywność seksualną, która mogłaby przynieść szkodę samemu sobie lub komuś innemu – komukolwiek. Szczególnie w dzisiejszych czasach jest to aktualny temat, ponieważ ludzie bywają skrajnie nieodpowiedzialni w sferze seksualnej. Od wielu lat seks jest bardzo często używany jedynie jako narzędzie do samozaspokojenia, bez jakiejkolwiek myśli o konsekwencjach fizycznych czy emocjonalnych. Seks nie jest jednak jak jedzenie lodów, gdy mamy na nie zachciankę. To dialog. To relacja, nawet jeśli to tylko przygoda na jedną noc lub coś jeszcze krótszego. Angażuje innych. Tymczasem my zarządzamy tak fundamentalną energią w tak nieodpowiedzialny sposób. To poważna sprawa dla społeczeństwa.

Często jesteśmy bardzo niedojrzali, jeśli chodzi o relacje seksualne. Zachowujemy się jak banda piętnastolatków, nawet mając lat 50 czy 70. Wszyscy to widzieliśmy. Spójrzcie na polityków czy wielkie celebrytki i celebrytów. Mają tak wiele do stracenia, stawka jest tak wysoka, a mimo to zachowują się jak dzieciaki ze szkoły. To żałosne i odzwierciedla prawdziwy stan wewnętrznej niedojrzałości oraz brak poczucia odpowiedzialności wobec samych siebie, swoich rodzin i społeczeństwa. Z tym właśnie mamy do czynienia. Mierzymy się z czymś, co ma ogromną siłę i nad czym naprawdę musimy panować. W przeciwnym razie ta żądza przejmie nad nami kontrolę, a kiedy tak się dzieje, jest to doprawdy smutny widok.

Musimy zadać sobie pytanie: „Dlaczego to robię?”. Czy tylko dlatego, że w tej chwili chcę tej satysfakcji? A co z potencjalnymi konsekwencjami, jakie to działanie może mieć dla nas samych i dla innych: dla partnera, partnerki lub społeczeństwa? Czy mogłoby to doprowadzić do niechcianej ciąży? Jak wiele aborcji jest wynikiem nieodpowiedzialnej seksualności? To nie jest tak, że ten problem zniknął. To nie tak, że rozwiązaliśmy go za pomocą antykoncepcji, skoro wciąż przeprowadza się tak wiele aborcji; a co z plagą chorób przenoszonych drogą płciową? To wielki problem.

Należy wziąć pod uwagę nie tylko stronę fizyczną, ale również aspekt emocjonalny. Seks ma służyć prokreacji w ramach odpowiedzialnego związku. Każdy rodzaj aktywności seksualnej, który w jakikolwiek sposób wyrządza komuś krzywdę, jest niezdrowy (niedoskonały karmicznie). Aktywność seksualna powinna być wyrazem troski, miłości, a nie tylko ujściem dla pożądania, chciwości i wyzysku. Niedawno odwiedziłam więzienie dla kobiet i powiedziano mi, że co najmniej 80% osadzonych tam kobiet doświadczyło nadużyć seksualnych w dzieciństwie, w większości o charakterze kazirodczym. Nie jest to więc temat oderwany od rzeczywistości. Nasza nieodpowiedzialność w sferach seksualnych niszczy życie. Te kobiety zostały wewnętrznie okaleczone, a później angażowały się w wiele bardzo szkodliwych i autodestrukcyjnych zachowań z powodu nienawiści do samych siebie, zakorzenionej w traumie z dzieciństwa. Tak wiele kobiet, które spotykam na świecie – i to nie tylko w więzieniach – ma dokładnie te same problemy. To powszechna plaga. Musimy więc bardzo uważać, aby nasza ekspresja seksualna nie miała w sobie nic z przemocy. By nie polegała jedynie na wykorzystywaniu drugiej osoby dla własnej przyjemności i satysfakcji, ale by zbliżenie było wyrazem autentycznej troski.

Czwarte wskazanie: Powstrzymanie się od kłamstwa

Następnie mamy kłamstwo. Wskazanie przeciwko kłamstwu nie oznacza jedynie niemówienia nieprawdy. W rzeczywistości obejmuje ono wszelką niewłaściwą (niesubtelną) mowę. Właściwa, zręczna mowa powinna być prawdziwa, życzliwa i pomocna. Jest wielu ludzi, którzy szczycą się swoją szczerością i mówią to, co myślą. Zaskakujące jest jednak, jak często to, co myślą, jest czymś bardzo negatywnym, a to „szczere i prawdomówne” podejście staje się po prostu kanałem ujścia dla ich własnych negatywnych stanów: złości, złej woli i zazdrości. Nie to mieliśmy na myśli, mówiąc o niekłamaniu. Musimy być bardzo ostrożni, ponieważ nasze słowa naprawdę wpływają na innych. Mamy takie powiedzenie: „Słowa nie bolą” (lub angielskie: patyki i kamienie mogą połamać mi kości, ale słowa nigdy mnie nie zranią). To jednak bardzo idealistyczne podejście. Tybetańczycy mówią raczej: „Miecz może zranić tylko moje ciało, ale szorstkie słowa potrafią rozszarpać ludzkie serce na kawałki”. To szczera prawda.

Urodziłam się podczas wojny, w 1943 roku. Wychowywałam się więc w Londynie w latach powojennych. Anglia była wtedy w stanie katastrofy; była skrajnie uboga, a wszystko było racjonowane. Młodym ludziom dzisiaj trudno to sobie wyobrazić. Jedzenie było na kartki, wszystko było na kartki. Jeśli chciało się kupić tabliczkę czekolady, trzeba było przez pewien czas odkładać swoje przydziały na słodycze. Racjonowano nie tylko jedzenie, ale i ubrania. Jeśli chciało się kupić nową rzecz – nowy sweter, spódnicę, bieliznę czy cokolwiek innego – trzeba było zbierać kupony odzieżowe, dopóki nie miało się ich wystarczająco dużo, by starzyły na dany artykuł. Cerowaliśmy więc, łataliśmy. Bardzo dbaliśmy o ubrania i nie mieliśmy ich wiele.

Byłam wtedy małą dziewczynką i kiedy moja mama kupiła sobie nowy płaszcz, to było ogromne wydarzenie. Wow! Zaoszczędziła wystarczająco dużo kuponów i faktycznie kupiła płaszcz dla siebie – choć zazwyczaj kupowałaby go raczej mnie. Zawsze dawała więcej swoim dzieciom, jak to robi matka. Tym razem zrobiła sobie przyjemność, kupiła ten płaszcz, założyła go, pokazała mi się i zapytała: „Jak myślisz?”. Odpowiedziałam: „Wyglądasz w nim grubo” – co było prawdą. To była prawda. Ale jej twarz, przed chwilą tak szczęśliwa i zachwycona, nagle spociemniała. Zdjęła płaszcz, schowała go do szafy i nigdy więcej go nie założyła. W ten sposób odebrałam lekcję. Mowa powinna być nie tylko prawdziwa, powinna być także życzliwa i pomocna. Mogłam przecież powiedzieć: „Och, to ładny materiał”, albo „To ładny kolor”, albo „To ładny fason”. To również byłaby prawda. Rozumiecie?

Powinniśmy być bardzo ostrożni z naszymi słowami. Wywieramy na ludzi ogromny wpływ tym, co mówimy. Ludzie pamiętają – och, ja wiem coś o tym! Ludzie cytują mi rzeczy, które powiedziałam lata temu! Nasza mowa ma na nich wpływ. Dlatego musimy być bardzo uważni. Kiedy rozmawiamy, jesteśmy naprawdę bezmyślni – tylko paplamy, paplamy, paplamy. Nasza mowa wpada w stałe koleiny, szczególnie wśród ludzi, z którymi łączą nas bliskie relacje, jak partnerzy, dzieci i tak dalej. Czy słuchaliście kiedyś rozmowy męża i żony, zwłaszcza gdy zablokują się w negatywnym schemacie? On mówi to, ona tamto, on odpowiada w ten sposób, ona rewanżuje się tamtym i sytuacja eskaluje. Za każdym razem jest tak samo. To tylko wariacja na ten sam temat. Oni już tego nawet nie słyszą. Dla tego typu par powinniśmy chyba mieć magnetofon lub kamerę wideo i puszczać im to nagranie, żeby zobaczyli sami siebie. To mogłoby pomóc im wyrwać się z tego negatywnego nawyku językowego. Moglibyśmy spróbować ująć rzeczy w inny sposób. Wiemy, że jeśli powiemy to w ten sposób, to naciśniemy jego czuły punkt – więc po co mówić to akurat tak?

Musimy być naprawdę bardzo ostrożni, bardzo świadomi. My, ludzie, posiadamy ten rzadki dar komunikacji za pomocą mowy, ale używamy go zbyt swobodnie, a powinniśmy być w pełni świadomi tego, jak nasze działania wpływają na innych. Słowami wpływamy na innych bardzo głęboko. Często mówimy pewne rzeczy w momencie irytacji; tak naprawdę nie myślimy tak, to po prostu z nas wyłazi. Ludzie jednak chowają to w swoich sercach i pamiętają. Nie zapominają, dlatego musimy być bardzo odpowiedzialni.

To nie jest tylko kwestia niekrzywdzenia, ale także dorastania. Budda nazywał niewyzwolonych ludzi, takich jak my, „dziećmi”. W języku angielskim tłumaczy się to czasem jako fools (głupcy). Rzeczywiste słowo oznacza jednak „dziecinny” lub niedojrzały – i tacy właśnie jesteśmy, bez względu na wiek. Niektóre dzieci są znacznie mądrzejsze od swoich rodziców, choć nie zawsze. Jednak nasz poziom dziecinności jest również oznaką nieodpowiedzialności, a my musimy dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Dojrzała osoba to ktoś, kto jest skupiony, wewnętrznie spójny i kto robi to, co robi, wiedząc, co robi; kto mówi to, co mówi, wiedząc, co mówi; jej myśli są skoncentrowane nie na sobie, lecz na innych.

Piąte wskazanie: Powstrzymanie się od środków odurzających

Piąte wskazanie to to, które wszyscy pokochacie i natychmiast zechcecie przestrzegać – to wskazanie dotyczące alkoholu! Dlaczego znalazło się na tej liście? Prawdopodobnie każda myśląca osoba zna odpowiedź. Pod wpływem alkoholu nasze najlepsze impulsy się nie ujawniają. Ujawniają się te negatywne. Kiedy ktoś się upije, nie idzie pomagać Matce Teresie. Bardziej prawdopodobne jest, że wróci do domu i pobije żonę i dzieci albo wsiądzie do samochodu, pojedzie skrajnie nieodpowiedzialnie i spowoduje wypadek lub kogoś przejedzie. Faktem jest, że większość naszych bolączek społecznych jest powodowana przez umysły, które nie kontrolują sytuacji – czy to z powodu alkoholu, czy narkotyków. Musimy to zaakceptować. To prawda.

Alkohol niszczy nie tylko nasz umysł, niszczy też nasze ciało. Wiem, że w społeczeństwie wielu z was trudno jest całkowicie zadeklarować, że zrezygnuje z jakiegokolwiek alkoholu i nie można tego od was żądać. Trzeba pójść na kompromis i powiedzieć: „Przynajmniej spróbuj ograniczyć ilość wypijanych trunków i nigdy nie doprowadzaj do momentu, w którym twój umysł zostanie poważnie otumaniony”. Przynajmniej tyle przyniosłoby korzyść tobie, twojemu otoczeniu i społeczeństwu. Przyniosłoby to korzyść wszystkim istotom.

Nie ma nic bardziej nudnego niż ktoś pijany. Tacy ludzie nie są nawet interesujący. Mogą myśleć, że są błyskotliwi, ale osoba trzeźwa myśli tylko: „Zabierzcie mnie stąd”, ponieważ pijani są po prostu potwornie nużący. Stan upojenia jest żałosny. To nie jest ani mądre, ani wyrafinowane, bez względu na to, co próbują nam wmówić reklamy w mediach. Oczywiście firmy alkoholowe chcą, abyśmy myśleli, że alkohol jest bardzo stylowy i z klasą, ale to tylko ich marketing, bo chcą, abyśmy kupowali ich produkt. Ludzie uzależnieni od alkoholu, palenia czy narkotyków są niewolnikami. Można zostać zniewolonym przez strach albo przez przyjemność, ale to wciąż jest niewolnictwo. Nie mamy nad tym kontroli.

Często czyny, których w naszym zwykłym, trzeźwym umyśle nigdy byśmy nie popełnili, stają się możliwe i pożądane, gdy znajdujemy się w tym drugim stanie świadomości, wywołanym przez alkohol lub narkotyki. Ludzie robią rzeczy, o których w stanie trzeźwości nawet by nie pomyśleli. Upojenie wyciąga na wierzch wszystkie negatywne cechy – w tym leży problem. Gdyby wyciągało naprawdę dobre, pozytywne cechy, może byłoby w porządku, ale tak nie jest. Tak wiele przemocy i nadużyć w społeczeństwie bierze się stąd, że ludzie są pijani lub odurzeni narkotykami. Stają się wtedy zależni od substancji – muszą ją mieć. Towarzyszy im poczucie, jak okropnie by się czuli, gdyby jej nie dostali. To wielki problem na całym świecie. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że ogromny odsetek – rzędu 60% do 70% – chorób na świecie ma swoje podłoże w alkoholizmie. Nie jest to więc drobne, nieistotne wskazanie, o którym możemy zapomnieć.

Mogę powiedzieć tylko tyle: jeśli próbujecie żyć życiem opartym na duchowości, potraktujcie to poważnie. Buddyjska ścieżka to droga zwiększania klarowności umysłu i pogłębiania wewnętrznej kontroli, tak abyśmy nie byli niewolnikami naszych myśli i uczuć, lecz panami naszego wewnętrznego świata. Alkohol działa w dokładnie przeciwnym kierunku. Jest całkowicie kontrproduktywny. Dlatego każdy, kto autentycznie interesuje się ścieżką duchową, powinien naprawdę wziąć to pod uwagę. Ludzie, którzy są pijani, wyglądają głupio. Nie budzą podziwu. Jeśli nie potraficie powstrzymać się całkowicie, spróbujcie przynajmniej ograniczyć to do akceptowalnych poziomów. Kieliszek wina do kolacji – w porządku. Może jedno piwo z kimś, kogo spotkasz w pubie. Ale 3, 4 czy 5 kieliszków to już nie jest w porządku”.

Tenzin Palmo

Źródło:

https://tenzinpalmo.com/archive/transcripts/paramitas/ethical-conduct/

Przekład: Miłosz Rynarzewski

„DOSKONAŁOŚĆ ETYCZNEJ DYSCYPLINY

Etyczny sposób bycia to porzucenie wszelkich myśli o ranieniu innych i postawy egocentrycznej. Są trzy rodzaje etycznej dyscypliny:

1)Powstrzymywanie się od działań destrukcyjnych oznacza porzucenie dziesięciu negatywności oraz trwanie przy wszystkich wskazaniach i ślubowaniach, które przyjęliśmy. To najlepsza ochrona przed krzywdami, bardziej skuteczna niż broń i najlepsi ochroniarze. Etyczny sposób życia daje nam władzę nad ciałem, mową i umysłem. Osoby etyczne wydzielają „aromat cnoty”, co czyni je bardziej atrakcyjnymi dla innych, a tym samym bardziej skutecznymi w pomaganiu im.

    Gdy w umyśle pojawiają się zafałszowania, zagrażające cnocie, bodhisattowie rozważają: „Czyż nie zdecydowałem się osiągnąć przebudzenia dla pożytku wszystkich istot? W tym celu muszę nauczać dhammy i być zaufanym przewodnikiem, mieć czysty charakter i osiągnięcia, takie jak stany jhana i mądrość. Wszystko to wynika z czystej dyscypliny etycznej. Dlatego muszę ją chronić”. Tak bodhisattowie wzmacniają swoje zobowiązania, osobistą spójność i wzgląd na innych; przyjmują wskazania świeckie lub zakonne, unikają ich łamania dzięki uważności i świadomości introspektywnej, oczyszczają też wszelkie występki.

    Bodhisattowie wystrzegają się czterech przyczyn moralnego upadku: (1) niewiedzy, co praktykować, a co porzucić, (2) braku szacunku dla wskazań, przekonania, że etyczna dyscyplina nie jest ważna, (3) nieuważności, (4) silnych skalań, które opanowują umysł. Praktykują więc antidota: (1) studiują dziesięć negatywności i wskazań, (2) rozwijają wiarę i szacunek dla nich, poprzez dociekanie wad niemoralnego zachowania i korzyści wynikających z dobrego, (3) są dokładni w swoich działaniach, dzięki uważności i świadomości introspektywnej, (4) stosują antidota na skalania.

    2)Gromadzenie pozytywnych właściwości to wykorzystywanie każdej możliwości dla zwiększenia zasługi i mądrości w celu dokonywania postępu na ścieżce. Bodhisattowie szanują swoich duchowych mentorów i inne godne osoby. Oferują im usługi i opiekę w chorobie. Cenią pouczenia mądrych i cieszą się z zasług innych. Z wdzięcznością za pomoc, którą im okazano, przynoszą pożytek innym.

    3)Pomaganie istotom w potrzebie obejmuje opiekę nad chorymi i rannymi, pocieszanie strapionych, udzielanie mądrych rad tym, którzy zachowują się lekkomyślnie, pomaganie innym w niebezpieczeństwie, wspieranie zgody i przebaczenia. Chodzi też o pomaganie niewidomym, głuchym, niepełnosprawnym fizycznie i umysłowo, a niewierzącym w rozwinięciu wiary. Także o uczenie leniwych, jak być dynamicznymi, pouczanie ludzi, którzy popadli w kłopoty z powodu pięciu przeszkód, jak je usunąć. Bodhisattowie podnoszą tych, których morale jest słabe, uzależnionych i przestępców. Pokrótce: w jakikolwiek sposób ich towarzystwo, wiedza czy umiejętności mogą być innym pomocne, bez wahania ich udzielają.

    Bodhisattowie są rozsądni, zatem pozostają dostępni dla innych, ale tylko we właściwym czasie, miejscu i w odpowiedniej sytuacji. Nie narzucają się ze swą pomocą czy radą ani jej nie odmawiają. Prowadząc innych, zachowują się tak, aby tylko potęgować ich dobre cechy, więc unikają ich obrażania czy poniżania. Na tyle, na ile to możliwe, bodhisattowie działają w zgodzie z życzeniami innych i ich potrzebami, dopóki to nie szkodzi nikomu i nie odbiega od praktyki dharmy.

    Trzy rodzaje etycznej dyscypliny mają swój ustalony porządek. Unikanie ranienia tworzy podstawę angażowania się w cnotliwe działania, co z kolei umożliwia nam pracę dla pożytku czujących istot.

    Słuchając o cudownych dziełach i duchowych osiągnięciach dawnych bodhisattów, nie czujemy się onieśmieleni, lecz rozważamy: „Oni też byli kiedyś zwykłymi ludźmi, ćwiczyli się w paramisach i gromadzili zasługi, osiągając wielkie rzeczy. Ja też będę się rozwijał, tak jak oni, zyskam takie same możliwości pomagania innym”. W ten sposób bodhisatta buduje swoją wiarę i czerpie inspirację.

    Bodhisattowie nie popadają w arogancję z powodu swojej czystej dyscypliny moralnej, zawsze pozostają skromni, ukrywają swoje cnoty, a ujawniają błędy. Są zadowoleni, nie narzekają, nie oszukują, nie manipulują. Są szczerzy i bezpośredni, lecz taktowni.

    Rozwijanie nieskalanej mądrości, która nie chwyta się niezależnego istnienia trzech sfer, czyli osoby porzucającej negatywne czyny, samych czynów i osoby, która mogła być ofiarą negatywnych działań, sprawia, że praktykowanie etycznej dyscypliny staje się transcendentne czy ponadświatowe.

    Bodhisattowie poświęcają swoje zasługi dla pełnego przebudzenia, nie dla lepszego odrodzenia, wyzwolenia z samsary czy osiągnięcia superwiedzy. Dhammapala (TP sec.10) mówi, że robią to:

    (…) Tylko dla stania się wszechwiedzącym buddą, aby pomagać istotom w osiągnięciu niezrównanej ozdoby etycznej dyscypliny”.

    Dalajlama BUDDYZM, JEDEN NAUCZYCIEL, WIELE TRADYCJI (2015) Wydawnictwo REBIS (strony 322-324)

    Przekład: Maciej Magura Góralski