PRZENIESIENIE BUDDYZMU NA ZACHÓD

XIV Szamarpa Mipham Czieki Lodro (1952–2014) w wieku czterech lat został rozpoznany przez XVI Karmapę jako czternaste wcielenie w linii Szamarpów – lamów, którzy od XIII wieku tradycyjnie zajmowali najwyższą po Karmapie pozycję w hierarchii szkoły karma kagju. XIV Szamarpa przez wiele lat był jednym z najbliższych uczniów XVI Karmapy, któremu wiernie towarzyszył również na uchodźstwie w Indiach. Po śmierci XVI Karmapy w 1981 roku Szamar Rinpocze kontynuował projekty rozpoczęte przez swojego mistrza, m.in. zakładając w New Delhi uczelnię buddyjską Karmapa International Buddhist Institute. W 1994 roku XIV Szamarpa odnalazł i rozpoznał siedemnastą inkarnację Karmapy – Trinleja Thaje Dordże. Wiele też podróżował po Azji, Ameryce i Europie, gdzie założył liczne ośrodki medytacyjne, działające w ramach międzynarodowej organizacji Bodhi Path. Był jednym z najbardziej znaczących mistrzów buddyjskich naszych czasów i jako indywidualista umiejętnie łączył tybetańską tradycję z wyzwaniami współczesnego świata.

Przeniesienie buddyzmu na Zachód


Buddyzm powstał w Indiach i był tam praktykowany w formie odpowiadającej hinduskiej mentalności. Później rozprzestrzenił się w wielu krajach Azji, w tym również w Tybecie, w którym dostosował się do jego kultury, by sprostać wymaganiom, jakie stawiała mu mentalność Tybetańczyków.

Dzisiaj wielu tybetańskich łamów podróżuje na Zachód, by nauczać. Swymi korzeniami tkwią oni jednak bardzo silnie w splecionej z Buddyzmem tybetańskiej kulturze i są przyzwyczajeni do tybetańskiego sposobu myślenia. Opierając się na tym udzielają nauk Dharmy.

Dla mnie samego jest czymś naturalnym przekazywanie nauk tak, jak ma to miejsce dzisiaj wieczorem: na scenie i siedząc na krześle. Również Pudze, towarzyszący mi lama, przebywa od wielu lat na Zachodzie i dlatego traktuje to jako coś normalnego. Wielu innych Tybetańczyków odebrałoby jednak jako coś niestosownego to, że siedzę na krześle;
właściwie należałoby tutaj postawić tron, a w trakcie powitania powinno się grać specjalną tybetańską muzykę na rogach. Tybetańczycy sądzą najczęściej, że bez tej zewnętrznej oprawy brakuje czegoś ważnego, że coś nie jest w porządku !

Te rzeczy nie mają jednak nic wspólnego z Dharmą, związane są tylko z przyzwyczajeniami, kulturą i tradycją Tybetańczyków. Wielu ludzi na Zachodzie uważa je jednak za Dharmę. We Francji przygotowano mi na przykład pewnego razu łóżko nakryte piękną brokatową kapą. Kiedy odłożyłem ją na bok gospodarze pomyśleli, że jest to niezgodne z Dharmą, gdyż uważali używanie owego jedwabnego brokatu za religijne działanie. Kobieta, która wszystko przygotowała, była naprawdę zszokowana i myślała, że uczyniłem coś przeciwko Dharmie, że złamałem jakiś religijny przepis.

Z drugiej strony jednak ludziom Zachodu także przynosi pożytek nauczenie się pewnych buddyjskich sposobów zachowania. W “Bodhicaryavatara” istnieje na przykład cały rozdział mówiący o tym, jak należy się zachowywać w obecności Bodhisattwy i mimo że książka ta powstała w Indiach, nauki, które zawiera można stosować wszędzie. Jej autor, Szantidewa był wielkim Bodhisattwą i mistrzem buddyjskim, nie był jednak wielkim poetą i dlatego niektóre wersy tekstu brzmią naprawdę komicznie; nawet wielcy nauczyciele muszą się roześmiać widząc, w jaki sposób wskazówki te zostały sformułowane, mimo iż rozumieją doskonale ich treść. Szantidewa mówi na przykład, że Bodhisattwą musi być jak kaczka, kot albo złodziej, mając na myśli to, że kiedy kaczka chce złapać rybę musi się do niej bardzo powoli i spokojnie skradać. Również kot, który zamierza schwytać mysz lub złodziej pragnący coś ukraść muszą działać bardzo ostrożnie. Szantidewa chce przez to powiedzieć, że zachowanie się Bodhisattwy powinno być bardzo spokojne i uważne, by był on w stanie wprowadzić w czyn swoje życzenie przynoszenia pożytku istotom. Fragment ten można znaleźć w rozdziale dotyczącym uważności.

Winaja, ta część nauki Buddy, która mówi o przepisach dotyczących zachowania się, zawiera wiele reguł odnoszących się do sposobu życia mnichów. Określają one na przykład, w co powinni się oni ubierać i co mają jeść. Wszystkie owe przepisy mają na celu oddalenie przeszkód. Budda udzielił tych wyjaśnień, by pomóc ludziom w odnalezieniu właściwego, naprawdę cywilizowanego sposobu zachowania się. Ważne jest, byśmy rozumieli je również w ten sposób z punktu widzenia naszej zachodniej kultury. Zgodnie z buddyjską etyką można robić wszystko to, co dobre i właściwe i powinno się unikać wszystkiego tego, co negatywne. Złe działania prowadzą poza tym bezpośrednio lub pośrednio do nagromadzenia negatywnej karmy, albo powodują, iż zaczynamy zmierzać w fałszywym kierunku, co może utrudnić nam praktykę medytacji.

Reguły życia dla ludzi świeckich i nowicjuszy nie muszą być koniecznie stosowane w taki sam sposób, w jaki robią to Tybetańczycy. Sam powiedziałem na przykład jakiś czas temu zachodnim uczniom, że nie powinni golić sobie głów i nosić czerwonych szat; te rzeczy nie pasują po prostu do zachodniej kultury. Również kolory szat – ciemna czerwień i żółć – nie pasują może zbyt dobrze do blond włosów i jasnej karnacji. Jeślibyście się tak ubierali, ktoś mógłby was wziąć za członków ruchu Hare Kriszna (śmiech).

To, co mówiłem dotychczas dotyczyło dyscypliny. W Tantrze jednak podkreśla się szczególnie to, jak doskonały jest nauczyciel. Również praktykujący widziani są na tym poziomie jako Jidamy, jako aspekty Buddy. Na cały wszechświat patrzy się jak na Czystą Krainę Jidama, a nie jak na zwykły świat ludzi. Chodzi tu o przekształcenie zwyczajnego sposobu myślenia. Owo podejście jest metodą, która to umożliwia i utrzymuje się je w ramach wykonywanej akurat praktyki. Ponieważ nie jest się nigdy od niej oddzielonym bardzo dobrze jest mieć oczywiście szacunek i oddanie dla nauczyciela. Nie oznacza to jednak, że widzi się guru jako pewnego rodzaju silnego przywódcę, a siebie samego jako niewolnika lub służącego, który zawsze musi robić to, co guru powie. Nie musimy mieć tego skrajnego nastawienia, że wszystko, co nauczyciel mówi jest właściwe, a my mamy tylko za tym ślepo podążać. Tego ekstremalnego nastawienia nie potrzebujemy ani na Zachodzie, ani na Wschodzie.

W podejściu Diamentowej Drogi duże znaczenie mają również tak zwane “samaja”, “związki”. Słyszy się o nich przede wszystkim w kontekście inicjacji, ponieważ w czasie jej otrzymywania wchodzi się w wiele samaja. Jest dużo rzeczy, które powinno się na ten temat wiedzieć. Nasze wyjaśnienia nie ogarniają tego w pełni, możliwe również, że nie wszystko zostało zrozumiane. Niezależnie jednak od tego, opisany powyżej punkt widzenia Tantry jest silnie związany z samaja.

Właściwe znaczenie słowa “samaja” brzmi, jak sądzę, “błąd”. Samaja towarzyszą praktyce, którą się wykonuje i dotyczą zachowań, które mogłyby jej zaszkodzić. Jeśli medytujący trzymają się bardzo surowego programu medytacji – jak to ma to na przykład zwykle miejsce w Terawadzie – wówczas jedno z samaja będzie polegało na tym, że nie je się kolacji. Nie robi się tego, ponieważ mogłoby to ujemnie wpłynąć na praktykę. To, jak również samaja nie picia alkoholu są dwoma spośród 250-ciu samaja mnichów Terawady. Jeśli ktoś popada w alkoholizm, niszczy to jego praktykę medytacyjną i wszystko, co do tej pory osiągnął. Pijany umysł nie jest również w stanie dobrze medytować.

Pewne błędy wpływają ujemnie na naszą medytację bezpośrednio, inne bardziej pośrednio. Niektóre mogą nas również wprowadzić w całkowite pomieszanie. Z tego powodu zależnie od typu medytacji, jaką się akurat wykonuje, dawane są określone reguły samaja.

Można użyć następującego przykładu różnych samaja związanych z różnymi systemami medytacji. W Terawadzie jednym z najważniejszych samaja jest wystrzeganie się kradzieży, ponieważ może ona pośrednio zaszkodzić praktyce. W czasach Buddy możliwość medytowania mogła z tego powodu zostać całkowicie zaprzepaszczona, ponieważ rządy królów były wówczas bardzo surowe. Jeśli mnich został przyłapany na kradzieży, zostawał uwięziony a następnie ścięty, tak jak wszyscy złodzieje. Jeśli więc dobrze medytował, a zanim osiągnął efekty praktyki musiał w ten sposób umrzeć, tracił ową cenną możliwość. Spotkał oto Buddę i otrzymał od niego nauki, jednak zaprzepaścił tę szansę! Jeśli mnich coś ukradł i został z tego powodu skazany na śmierć, tracił to wszystko: Buddę, nauki, swoją szansę… Po prostu wszystko. Z tego powodu, jak również dlatego, że przynosi to złą karmę, kradzież jest jednym z głównych samaja Terawady.

Jeśli jednak czyjaś praktyka Bodhisattwy jest bardzo dobra, wówczas nie będzie to tak ważnym samaja – tutaj dużo zależy również od motywacji. Bodhisattwie nie wolno oczywiście ukraść niczego dla swojej własnej korzyści, może to jednak zrobić, by pomóc wielu ludziom. Jeśli rzeczywiście jest to potrzebne, a Bodhisattwa tego nie robi, łamie on nawet swoje samaja. Jeżeli jest to niezbędne do uratowania wielu istot musi on ukraść, gdyż w przeciwnym wypadku łamie w pewien sposób swoje ślubowanie Bodhisattwy. Nie w pełni, ale właśnie w pewien szczególny sposób. Jeśli potem zostanie złapany i ukarany, może mu to również pomóc. Będzie miał okazję do rozwinięcia jednego z wyzwalających działań -cierpliwości (śmiech). Jeśli na przykład ktoś głoduje i bardzo z tego powodu cierpi, a Bodhisattwa nie ma niczego, co mógłby mu dać i nie może również dostać tego od innych, musi ukraść coś do jedzenia. Naprawdę powinien to zrobić. Nie jest to jednak wskazówka dla początkujących.

Inny przykład: praktykujący Wadżrajanę mogą pić alkohol i ma to swoją przyczynę. Nie chodzi tu o to, że jeśli otrzymało się już jakąś inicjację , mówi się “praktykuję Wadżrajanę” i zaczyna się ostro popijać. Dotyczy to praktykujących, którzy osiągnęli bardzo głębokie efekty medytacji, pewnego rodzaju samadhi. Dzięki jego mocy są oni w stanie kontrolować działanie alkoholu. Ktoś taki może przy pomocy alkoholu sprawdzić siłę swej medytacji. Pijąc wykorzystuje swoje samadhi i ponieważ jest ono mocniejsze niż alkohol, medytujący jest w stanie kontrolować efekty jego działania. Wolno to jednak robić tylko bardzo zaawansowanym w praktyce medytacji, nie początkującym.

Samaja zależą więc rzeczywiście od wykonywanej akurat praktyki i mają za zadanie wspomaganie i wzmacnianie jej. Z jakiego innego powodu Budda miałby wprowadzić tak wiele niewygodnych reguł? Jeśli byłoby inaczej, można by pomyśleć, że chodzi tu o pewien rodzaj kontroli religijnej. Nie jest tak jednak – każde samaja ma swoje znaczenie, ma sens. Jeśli coś pomaga praktyce, przyjmuje się to, jeżeli jest dla niej szkodliwe, należy tego unikać.

Nauczyciela, od którego przyjęło się inicjację widzi się jako samego Buddę, powinien on jednak również rzeczywiście posiadać pewne właściwości. Powinien naprawdę mieć osiągnięcia w praktyce Wadżrajany. Jeżeli naucza drogi Bodhisattwy, powinien być wysoko kwalifikowanym Bodhisattwa. Jeżeli przekazuje Wadżrajanę, musi być Bodhisattwa i prócz tego posiadać głębokie zrozumienie Tantry. Wówczas może, jak jest to opisane w tantrycznych tekstach, przekazywać błogosławieństwo, a uczeń powinien w pełni praktykować zgodnie z jego wskazówkami.

Nie dotyczy to jednak zwykłych światowych wydarzeń. Nie powinno dochodzić do sytuacji, w której nauczyciel wydaje różne rozkazy i mówi:
“Jestem twoim guru i musisz to zrobić”. Takie rzeczy mają miejsce, ale nie powinno tak być. Zdarza się, że jakiś guru jest głową pewnej organizacji, której członkowie są jednocześnie jego uczniami. Wówczas jeśli nauczyciel wydaje jakieś rozporządzenia, ludzie myślą: “Muszę to zrobić, ponieważ mój guru tak powiedział. W przeciwnym wypadku złamię moje samaja”. Jest to całkowicie błędny pogląd.

Byłem kiedyś w Ameryce i spotkałem się tam z pewną buddyjską organizacją. W innym miejscu pewien wysoki lama udzielał inicjacji Dordże Pamo i członkowie owej organizacji chcieli wziąć w niej udział. Zapytali mnie, czy będzie to w porządku, ponieważ ich nauczyciel powiedział im: “Jeśli weźmiecie udział w tym przekazie mocy, postąpicie wbrew moim wskazówkom i złamiecie wasze samaja”. Odpowiedziałem im:
“Jeśli lama, który udziela inicjacji ma odpowiednie do tego kwalifikacje, wówczas poprzez wzięcie w niej udziału raczej wzmocnicie wasze samaja i wasze samadhi. Nie złamiecie w ten sposób żadnych samaja, chociaż może złamiecie reguły waszej organizacji”. Naprawdę rozjaśniło im to w głowach. Dotychczas mieszali zawsze ze sobą samaja i przepisy organizacji.

Jednego z owych ludzi spotkałem później znowu. Powiedział mi on, że wziął udział w inicjacji. Zapytałem go, czy nie martwi się o swoje samaja, a on odpowiedział: ‘Powiedział mi Pan, że są to tylko przepisy mojej organizacji. Nie stanowi dla mnie problemu to czy je łamię, czy też nie”. Teraz dostrzegał już tę różnicę.

Nie powinno się więc mieszać Dharmy i światowych rzeczy, szczególnie w Wadżrajanie. Na drodze Bodhisattwy byłoby to jeszcze możliwe, ale w Tantrze… Jest to możliwe, lecz nie takie proste, ponieważ by być w stanie to robić, trzeba osiągnąć naprawdę wysoki poziom. Marpa na przykład był rolnikiem, jednak kiedy orał swoje pola, jego umysł spoczywał przez cały czas w głębokiej medytacji. Kiedy jest się tak zaawansowanym, można te rzeczy łączyć. W historii Buddyzmu było jednak wielu praktykujących, którzy na skutek podobnych nieporozumień popadli w pomieszanie.

Na drodze Wadżrajany otrzymuje się nie jedno, czy też dwa samaja. Wszyscy otrzymaliście już wiele inicjacji i myśleliście czasem, że łamiecie swoje samaja, jeśli nie wykonujecie codziennie odpowiednich sadhan (praktyk). Co zrobicie jednak, jeśli dostaliście na przykład 50 różnych przekazów mocy? W jaki sposób chcecie wykonać owych 50 różnych sadhan każdego dnia? Jest to szeroko rozpowszechnione nieporozumienie. Utrzymywanie samaja oznacza coś więcej niż tylko wyrecytowanie mantry i wizualizowanie w tym czasie Jidama. Jeśli na przykład wykonujecie wizualizację i robiąc to nie znacie dokładnie jej znaczenia, wówczas praktyka nie jest w pełni właściwa, robiąc to łamie się może nawet pewien szczególny poziom samaja. Kiedy buduje się wizualizację, powinno się wiedzieć jak ten proces dokładnie przebiega, a utrzymując ją w umyśle przyjmuje się właściwy punkt widzenia. W czasie rozpuszczenia wizualizacji trzeba również wiedzieć, jak to się odbywa i w jaki sposób medytuje się na samym końcu danej praktyki, a także, jaki pogląd należy utrzymywać w okresach pomiędzy sesjami. To wszystko musi być rzeczywiście właściwie wykonywane. Nie powinniśmy na przykład widzieć Jidama jako różnego od nas samych; bóstwa, które się czci, aby nam pomogło. Myślenie, że trzeba to robić, żeby zadowolić Jidama, a czegoś innego należy unikać, gdyż będzie rozgniewany, nie jest praktyką prowadzącą do Oświecenia. Byłoby to chyba raczej podobne do rozpowszechnionego w Indiach kultu bogów.

Można spotkać u pewnych osób również błędny pogląd, że niektóre z aspektów Buddy są Kagyupami, inne Gelugpami albo Nyingmapami. Są ludzie, którzy uważają Jamantakę za Gelugpę, chociaż praktykuje się go również u nas, w Kagyu. Jamantaka jest po prostu tantryczną praktyką, jeśli się ją wykonuje można osiągnąć Oświecenie. Wszystkie Jidamy są tantrycznymi metodami, a nie żyjącymi bóstwami. Nie jest tak, że jeden bóg mieszka w klasztorze Gelugpy, a drugi w klasztorze Kagyu.

Podstawa i cel wszystkich buddyjskich praktyk, niezależnie od tego, czy mówimy o Wadżrajanie, czy też o innej ścieżce, są zawsze takie same: celem jest zawsze Oświecenie, a podstawą prawda, która jest już zawarta w każdym z nas. Każda istota posiada już w sobie to nasiono Oświecenia, jeszcze go tylko nie rozpoznała. Wiedząc o tym stosuje się różne metody, by wydobyć ową oświeconą właściwość. Jeśli to się już stało, wówczas cel – Oświecenie – został osiągnięty. Metody dzieli się różnie; na Sutrę, Tantrę, Terawadę, itd. Ich esencja jest jednak zawsze taka sama: każda z nich prowadzi do Oświecenia.

Pewnego razu odwiedziłem ośrodek Dharmy w Kopenhadze. Kiedy wszedłem do środka, natychmiast zobaczyłem na ścianie wyobrażenie pewnego bardzo gniewnego aspektu Buddy. Wygląda on jak tybetański bohater wojenny, który w okropny sposób zabija swych wrogów. W ręce trzyma na przykład ludzkie serce. Powiedziałem wówczas, że nie powinno się malować podobnych form na ścianie zaraz przy wejściu – Kopenhaga to w końcu nie Ladakh. Boję się, że nie pasuje to po prostu do zachodniej kultury.

To byłoby właściwie wszystko, co trzeba wiedzieć, by zintegrować Buddyzm z zachodnim społeczeństwem i kulturą. Dawniej tybetańscy mistrzowie sprowadzili Dharmę z Indii do Tybetu i tam rozprzestrzenili zgodnie ze swymi obyczajami i kulturą. To samo możecie zrobić dziś również wy, odpowiednio do waszych obyczajów i kultury.

===
Źródło: Magazyn Diamentowa Droga
===