Francisco Varela – Gdy pojawia się „ja”

Odnoszę nieraz wrażenie, że przez całe życie poszukuję odpowiedzi na jedno i to samo pytanie. Oto, jak grzyby po deszczu, pojawiają się coraz to nowe, obdarzone tożsamością byty, które tworzą nowe światy, a właściwie same się nimi stają – jako zbiór komórek, osoba, grupa. Jak to się dzieje?

Zjawisko pojawienia się tożsamości trwa nieprzerwanie; dzięki niemu co chwila powstają zupełnie nowe jakości: życie, umysł, społeczeństwo. Jednocześnie to, czego pojawienie się obserwujemy, tylko pozornie jest konkretnym, namacalnym bytem. Faktycznie bowiem jego istnienie opiera się na procesach tak niestabilnych, że aż trudno uwierzyć, że mogą one stanowić podstawę istnienia czegokolwiek trwałego. Jest to paradoks, który moim zdaniem, leży u podstaw zrozumienia istoty zagadnienia.

Odpowiedzi na pytanie, czym jest tożsamość biologiczna, szukam studiując procesy będące przedmiotem badań kilku dyscyplin naukowych: neurologii, cognitive science oraz immunologii. Aby zrozumieć, czym jest tożsamość biologiczna, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na istnienie wyraźnej granicy między poziomem oddziaływań miejscowych, a poziomem „ogólnym”, na którym mamy do czynienia z tożsamością. W przypadku autopoiesis układem posiadającym tożsamość biologiczną jest ukształtowana struktura komórkowa. Nie posiadają jej poszczególne cząsteczki, choć istniejące między nimi oddziaływania dają początek strukturom, a więc stanowią zalążek tożsamości organizmu. Na niższym poziomie istnieje moment przejścia pomiędzy materią nieożywioną a ożywioną. Oczywiście, to samo zjawisko przejścia dotyczy układu nerwowego. Między neuronami istnieją oddziaływania o specyficznym charakterze, związane z przekazywaniem bodźców między zmysłami a układem motorycznym. Dzięki tym oddziaływaniom powstaje dynamiczny układ powiązań, który stanowi o zakresie możliwości świadomego postrzegania. Moim zdaniem, to samo rozumowanie można by zastosować do umysłu, układu immunologicznego czy wreszcie całego ciała – w każdym wypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem „podskórnych” reakcji, które stanowią podstawę istnienia konkretu. Ów konkret tworzy zaś tożsamość na danym poziomie organizacji. Zgodnie z moim rozumowaniem, istnienie owej tożsamości jest ewidentne, gdyż to ona właśnie jest płaszczyzną oddziaływań. Nie da się natomiast ściśle określić, gdzie się ona znajduje. W wielu przypadkach może w ogóle nie być umiejscowiona.

Można uznać, że organizmy stanowią splot wielu takich „nie umiejscowionych” tożsamości. Nikt z nas nie posiada jednej, ogólnej tożsamości, lecz wiele pomniejszych. W zależności od rodzaju relacji człowieka z otoczeniem, dostrzeżemy istnienie tożsamości komórkowej, immunologicznej, umysłowej i wielu innych. Każda z nich jest innym obliczem tej samej osoby (…)

Moja praca nad autopoiesis była wprowadzeniem w te zagadnienia; starałem się ściśle ustalić, jaka jest minimalna struktura, którą można by określić mianem żywej, a następnie opracować adekwatne modele automatów komórkowych. Było to na początku lat siedemdziesiątych, czyli zanim ruszyła lawina badań nad sztucznym życiem. Cały pomysł opierał się na założeniu, że świadomość biologiczna nie jest bierną reprezentacją świata zewnętrznego, lecz nieustającą kreacją świata poprzez te same procesy, które stanowią o istnieniu życia (…)

Chciałbym przekonać wszystkich o istnieniu autentycznych związków między koncepcjami od dawna znanymi w buddyzmie a badaniami naukowymi. Tradycja zachodnia zawsze unikała pojęcia niejednorodnej tożsamości, ta sama osoba miała zawsze tylko jedno wcielenie. Tymczasem brak ego, brak jednolitej tożsamości jest w buddyzmie podstawą. W ciągu minionych dwóch tysięcy lat buddyści stworzyli wyrafinowaną filozofię, fenomenologię i epistemologię, a także znaleźli sposoby zręcznego posługiwania się nimi w praktyce. Nam pozostaje korzystać z ich dorobku, podobnie jak uczeni doby renesansu interpretowali naukę Galileusza opierając się na myśli filozoficznej starożytnych Greków.

Buddyzm jest praktyką, nie wiarą, każdy buddysta jest w pewnym sensie kapłanem – angażuje się w religię, tak jak uczony angażuje się w prowadzone badania czy pisarz w tworzoną powieść; jest to najważniejsza sprawa, stale obecna w jego myślach, niezależnie od tego, czym się w danej chwili zajmuje. Współczesny człowiek dysponuje taką ilością wolnego czasu, a jednocześnie jest na tyle mądry, że jest w stanie praktykować to, co dawniej było dostępne wyłącznie mnichom. Buddyzm przenika do kultury Zachodu poprzez ludzi, którzy go praktykują, poprzez osoby szukające w tej religii ucieczki. Buddyzm pojawia się we wszystkich aspektach naszej kultury – kluczowe koncepcje w biologii czy fizyce to nic innego niż buddyzm w europejskim przebraniu.

Buddyzm stał się inspiracją dla stworzonej przeze mnie wizji umysłu. Nikomu pojęcie niejednorodnej tożsamości nie jest tak bliskie, jak buddystom. Wiedzą oni, że ja nie istnieje, czują to, jest to ich własne, przeżywane doświadczenie. Dlatego między innymi filozofia buddyzmu wydaje mi się tak pociągająca.

Umysł w moim przekonaniu jest wyłaniającą się wartością, a najważniejszą i najciekawszą konsekwencją jego istnienia jest poczucie własnego ja. Odczuwam obecność mojego ja tylko dlatego, że daje mi ono możliwość kontaktu z tym, co jest na zewnątrz. Jestem „mną” dzięki interakcjom, lecz moje ja nie istnieje w sposób namacalny, nie można go w żaden sposób umiejscowić. Taki obraz jest analogiczny do myślenia o innych rodzajach tożsamości, o których już wspominałem, lecz różnice między nimi a tworzącym się ja, choć subtelne, są niezwykle istotne. Nowa jakość, która powstaje na fundamencie z sieci zależności, to stan spójności, umożliwiający układowi wchodzenie w relacje z innymi układami istniejącymi na tym samym poziomie. Nie da się powiedzieć: „ta jakość znajduje się w tym miejscu”. Rozpatrując przypadek autopoiesis nie da się stwierdzić, że życie – stan w którym następuje samoprodukcja – zawarte jest w jakiejś konkretnej molekule, w DNA, w błonie komórkowej czy białku. Życie zawarte jest w konfiguracji układu oraz w dynamicznym układzie powiązań, gdyż to właśnie z nich wyłania się nowa jakość.

Takie rozumowanie jest dla mnie czymś fascynującym, szczególnie w odniesieniu do umysłu i świadomości. Pozwala ono właściwie ocenić, czym jest naprawdę odczuwane przez nas poczucie własnego ja. Moja tożsamość, to w gruncie rzeczy nic innego niż tożsamość mojego umysłu. To umysł sprawia, że „jesteśmy obecni”, że możemy wchodzić w relacje z innymi. Kontaktujemy się z podobnymi sobie istotami, a jednak, gdy staramy się przyłapać nasze ja na gorącym uczynku, okazuje się, że jest to niemożliwe: ja jest równomiernie rozłożone w całej sieci zależności, wewnątrz nas.

O autorze:
Varela jest biologiem, szefem działu badań w Centre National de Recherche Scientifique, profesorem cognitive science i epistemologii w paryskiej Ecole Polytechnique. Autor „Principles of Biological Autonomy” (1979), „Autopoiesis and cognition” (wraz z Humberto Maturaną, 1980), „Embodied Mind” (z Evanem Thompsonem i Eleanor Rosch, 1982)

Więcej informacji o relacjach buddyzmu ze współczesną nauką na stronie www.mindandlife.org. Polecamy również książkę „Nieskończoność w jednej dłoni”.

Źródło: Buddyzm CyberSangha Nr 4
Fragment eseju „Gdy pojawia się ja” [w:] „Trzecia kultura” pod redakcją Johna Brockmana,
seria: Nauka u progu trzeciego tysiąclecia – Wydawnictwo CIS, Warszawa 1996.